obrazek naglówka

link do strony niemieckiej

 link do strony polskiej

 link do strony rosyjskiej

 

obrazek pozycyjny

 „Dr Humor”

 Usługi 

 Różne 

 Dodatkowe 

 Kontakt 


       


       

 

 

 

  Moją dewizą są słowa dwa: „rzeczowość” i „wesołość” nocą i za dnia!

„Dr HUMOR”

Przedsiębiorstwo Usługowe Turystyczno-Rozrywkowe
Właściciel: mgr Franciszek Krzysiak

(m.in.: nauczyciel wf, socjolog, politolog, b. oficer)

Represjonowany  w Gdyni

            w Wyższej Szkole Marynarki Wojennej (obecnie Akademia MW).

 

 W 1979 r. mimo wygrania konkursu na stanowisko starszego asystenta w Zakładzie Filozofii Katedry Nauk Społecznych WSMW w Gdyni zmuszono mnie do pracy jako starszy instruktor propagandy i agitacji, której nienawidziłem.  Mój przełożony oświadczył mi, że albo będę pracował na tym stanowisku, albo mnie wykończy. Po krótkim czasie rozkazał wysłać mnie na oddział psychiatryczny, aby usunąć mnie z wojska. Nigdy nie chorowałem i nie leczyłem się u psychiatry. Komisja lekarska 2-krotnie niesłusznie orzekła „neurastenię”, a za 3 razem 24.XII.1980 dopisała jeszcze „psychopatię histeroidaną”, co  pozwalało już 4.02.1981 roku, w wieku 40, lat usunąć mnie z zawodowej służby wojskowej. Do tego czasu konsekwentnie domagałem się etatu wykładowcy, krytykowałem brak demokracji, zakłamanie partyjne, wnioskowałem odkłamanie historii Polski, wyjaśnienie mordu Katyńskiego, popierałem ruch Sierpnia-80 na naradach w uczelni, publikowałem swoje artykuły i wiersze w biuletynach Solidarności.

Choć nigdy nie leczyłem się psychiatrycznie, to jeszcze przez 13 lat wzywano mnie na komisję lekarską w latach: 1985, 1988, 1990, 1993 przepisując wciąż orzeczenie z 24.XII.1980 roku.

W okresie od 19.01. do 20.02.2009 roku przebywałem na Oddziale Dziennym Kliniki Chorób Psychicznych i Zaburzeń Nerwicowych Szpitala Akademii Medycznej Gdańsku celem weryfikacji wcześniej postawionych diagnoz. W trakcie badań nie stwierdzono istnienia chorób z wcześniej postawionych rozpoznań.

Ja nie splamiłem munduru oficera-Polaka, wprost przeciwnie piórem i słowem walczyłem o wolną Polskę wtedy, kiedy zabraniano mówić o tym i represjonowano za to! Swoją działalnością zagrzewałem innych do tej walki!

           Ale dzięki zdrajcy Narodu Polskiego gen Jaruzelskiemu i jego bandzie, za moje poglądy i działalność zostałem wyrzucony z wojska przy pomocy fałszywego orzeczenia mnie przez Wojskową Rejonową Komisję Lekarską człowiekiem psychicznie nieuleczalnie chorym tzn.: „neurastenikiem  pitiatycznym” i „psychopatą histeroidalnym”!

  Nic zatem dziwnego, że wśród moich pasji oprócz badania historii Gdańska i jego zabytków jest problematyka społeczno-polityczna, której w moich wierszach  poświęcił tak dużo serca i miejsca.

 

 

SERDECZNIE  ZAPRASZAM  DO ZAPOZNANIA  SIĘ

Z MOJĄ NAJNOWSZĄ  KSIĄŻKĄ

 

 

 

 

Gdańsk 2009


 

 

© 2009 Franciszek Krzysiak

 

Druk:

Wydawnictwo DJ Drukarnia
80-371 Gdańsk, ul. Jagielońska 2/4,
tel./fax 058 7188659
www.dj.tgw.com.pl
dj@tgw.com.pl


 

LIRYKA

Dedykuję tym, którzy marzą skrycie.

by innym i sobie upiększyć życie!

 

 

LEŚNY KONCERT

Do koncertowej wchodzimy sali

Po rozpostartym dywanie z traw

Gdzie wyrośnięte łodygi malin

Kształt posiadają teatru ław.

Wysokie świerki wprost jak panowie

W swych garniturach wyjściowych są

Korony chylą jak gdyby głowy

W przyjaciół wchodząc rozmowny krąg.

Liściaste drzewa, szczególnie brzozy

W balowych sukniach z brokatem łez

Natury dzieło, cud wymarzony

Wachlarzem liści roznoszą szept.

Odpukał dzięcioł już trzeci dzwonek

 

Na sali cisza, zielony mrok.

Na wstępie kilka słów rzekł skowronek

Opisał barwnie koncertu tło.

Reflektor słońca przykryła chmura

Po bębnach stukał wirtuoz deszcz

Subtelnym głosem: „to uwertura”

Powiedział do mnie mój sąsiad jeż.

 

 

 

Za chwilę słyszę płaczące trele

Ich melancholią nabrzmiały głos.

Sam już odgadłem to wiolonczele

Lecz wtem solówkę rozpoczął kos.

 

I taki nastrój wprowadził w sali

Że śpiewać pragnął z nim każdy widz!

Do rytmu wszyscy się kołysali

Z radości żółknął malutki rydz.

 

 

 

Następnie tkliwie zanucił słowik

 

Przyrodzie pieśnią oddawał cześć.

Miłosne hymny w tej były mowie

Bez przeszkód sala pojęła treść.

Oklasków burza wnet się zerwała,

Pioruny biły żelazem w dłoń

Z szacunkiem wstała aż z ławek sala

By przed artystą pochylić skroń.

I gdzie byś spojrzał czy w lewo, w prawo,

Czy na balkony, czy w przód, czy w tył

Gałęzie biły szalone brawo

A las euforią nieziemską żył.

Wspaniały koncert mówiono wokół.

Wyjrzało słońce zza czarnych chmur,

Łzy szczęścia miały róże w oku

 

A wiatr odleciał na szczyty gór.

Szczęśliwi wszyscy widownia cała

Pajęcza nawet zerwana nić

A potem przerwa zapanowała,

By nowi goście też mogli przyjść.

 

(Byłem w 1976 r. na ćwiczeniach wojskowych w lasach bydgoskich. Przesieka leśna była tak ładnie trawą porośnięta, że wyglądała jak dywan. Po jej bokach kępami rosnące maliny koloru jasnobrązowego podobne były do ław. Brzózki, płonące zielenią wyglądały majestatycznie. Ich gałęzie pod wpływem lekkiego wiatru poruszały się jak wachlarze w dłoniach dam. Zwilżone liście kroplami deszczu mieniły się jak brokatowe stroje pań na dobroczynnym balu wyższych sfer, szepczące sobie do ucha ploteczki nieopodal stojących gentelmenów w garniturach iglastych. Spędzone godziny w tym lesie bogatym w ptactwo, aż zmuszały, aby to uwiecznić! Zacząłem pisać i wtedy rozpoczęła szalona burza…)

 

Siedzę jeden
(To przekład mego wierszyka, który najpierw napisałem po rosyjsku w 1976 r. „Сижу один” str 113)

Siedzę jeden.

 Siedzę samotnie,

Lecz myśli moje

Są zawsze z Tobą!

Tobie dam

Moje serce,

A Ty swoje

Otwórz dla mnie!

 

Wiatr Ty i ja

Już pierwsze liście spadają z drzew.

Już wiatr buszuje, swawolnie wieje,

A ja mu serca ślę mego śpiew

Bo on rozpala we mnie nadzieję.

Że jutro będzie piękniejszy dzień,

Że maj na stałe we mnie zagości!

Dlatego dzisiaj już cieszę się,

Otwieram serce Tobie na oścież,

Bo moim majem to jesteś Ty!

Masz w ustach słońce, a w sercu wiosnę

I choć wyciska mnie wiatr i łzy,

Bez przerwy serce me jest radosne!

Więc harcuj wietrze! – jak chcesz to wiej!

Wierz mi, że lubię gdy jesteś ze mną,

Bo mnie wprowadzasz w miłosną sień,

Gdzie kwiaty uczuć nigdy nie więdną!

 

Leśny spacer

W gęstwinie lasu, wśród małych drzew

Wąziutka ścieżka prosiła nas

By idąc, wsłuchać się w ptaków śpiew

I jednocześnie podziwiać las.

Balsamem ciszy łagodząc krok

Patrzyłem wokół na mech, na chrust,

A Twój namiętny, kochany wzrok

Rzekł, bym się napił nektaru ust.

Splątani szczęściem, dotykiem ciał

Przystanęliśmy wśród leśnych fal

Jam rzekł, choć Amor coś od nas chciał

Posłuchaj Skarbie las koncert gra…

 

Spotkanie z zającami

             Pamiętasz przy torach na łące

Dwa śliczne dość duże zające,

Gdy szliśmy z powrotem do domu?

Dreptały cichutko, powoli

Rwąc trawkę, zaznając swawoli,

Nie niszcząc niczego, nikomu.

Wtem w górę swój wzrok na nas wzniosły

Śmiem orzec, że trochę zazdrosny

I stały tak w ciszy w milczeniu.

Tuliłaś do mojej się twarzy,

A one chcąc nas nie urazić

Zajęły się swym pożywieniem.

Słyszałem cichutki szept trawy

Służącej szarakom za strawę

Mówiła o dziwo: „Smacznego!

Nie bójcie się to zakochani

W ich sercach jest miłość bez granic

Nie zrobią Wam wierzcie nic złego!”

I znowu spojrzały zające,

Nas usta paliły gorące,

Świat płonął miłością, zielenią.

Już szliśmy, a małe szaraki

Łepkami dawały nam znaki

Jak gdyby chcąc rzec: „Do widzenia!”

 

Telepatia miłości

Chciałbym zliczyć w sumie czas ten

Te godziny i te dnie,

W których jestem z Tobą razem,

Choć tu nie ma przecież Cię!

W którym widzę, dokąd idziesz,

O czym marzysz, o czym śnisz?

Skąd mam tyle takich widzeń?

Nasza miłość mówi mi!

Twoje usta czuję czasem!…

Wiem gdzie jesteś w każdy dzień!

Znam szczegółów Skarbie masę,

Bo najdroższa kocham Cię!...

 

Powitanie w Słubicach

Lubię popatrzeć na fotografię

Na której Skarbie jesteśmy razem.

Smutek przełamać wtedy potrafię

Dzięki podróży w kraj wspomnień, marzeń…

Widzę jak biegniesz, dłonie wyciągasz…

Drżę byś się czasem nie przewróciła.

Wzmaga się we mnie miłosna żądza

Prawie szaleję ze szczęścia Miła.

Krótki odcinek zdaje się długi,

Chociaż biegniemy sobie naprzeciw!

Słońce na Ciebie rzuca swe smugi,

A Ty Aniele na skrzydłach lecisz,

Nie po betonie, ale przez łąkę…

Biegniesz wśród kwiatów chabrów i maków,

Róża Cię wita schylonym pąkiem,

Hymn powitalny śpiewa chór ptaków.

Radość dostrzegam ust Twych i oczu

Szał mej tęsknoty rozpala serce!

Myślą– na widok - ustam Twe poczuł

Czule uchwycił najdroższe ręce.

Jeszcze krok jeden i słodkouste

Splotły rękoma nasze dwa ciała.

W siebie wtopieni miłości bóstwem,

Łaska Olimpu na nas spływała.

Ja to przeżywam codziennie jeszcze,

Słyszę serc bicie, namiętny stukot,

Czuję ust naszych niebiańskie kleszcze

Śpiewam bez przerwy: „Besa me mucho!”

Nawet przyroda nas zrozumiała

Pokłon oddając ciszą w tej chwili,

Gdy w nas płonęły serca jak szkarłat,

Gdyśmy rozkosze jedli i pili.

Proszę Aniele znowu przybiegnij!

Chwyć mnie jak wtedy w swoje ramiona!

Tam na chodniku kroczek od jezdni…

Przybądź me szczęście ma upragniona!

Oddam Ci usta! oddam Ci myśli!

Oddam Ci serce! Oddam Ci siebie!

Jeśli nie możesz, choć mi się przyśnij,

Wiedz, że żyć z Tobą pragnę jak w niebie!

 

Tyś…

Tyś mą wiarą,

Tyś nadzieją,

Tyś radością,

Tyś miłością mą!

Czym by było

Moje życie

Bez miłości Twej

I bez wiary w Ciebie?

O Tobie marzę

Za Tobą tęsknię

I moje życie

Dla Ciebie mam!

Bez Twej miłości

I bez Ciebie

Po prostu byłbym

Jedynie zerem.

 

Znalazłem
                       
(Oryginał: „Gefunden” - Johann Wolfgang von Goethe)

Raz szedłem lasem

Bez celu wprost,

Nie planowałem,

By szukać coś.

Wtem w cieniu drzewa

Dostrzegłem kwiat,

Co piękniej świecił

Niż niebo gwiazd

Chciałem go zerwać,

On do mnie rzekł,

Czy chcesz bym zwiędnął

I po to rwiesz?

Więc wykopałem,

Swą dłonią kwiat,

By nim upiększyć

Przed domem sad.

Już puścił pędy

I rośnie zdrów,

Tak pięknie kwitnie,

Że brak mi słów.

 

Siedzieli i pili przy stole
(Oryginał: „Sie saßen und tranken” - Heinrich Heine)

Siedzieli i pili przy stole

Miłości nie szczędząc słów,

Panowie bywalcy dworu

I panie podobne do bóstw.

„W marzeniach jest miłość przepiękna”,

Tak starszy pan radca rzekł.

Radczyni z ironią się śmiejąc:

„Waćpanie co mówisz! No też…”

Kanonik też usta otworzył

„W miłości gwałtowność jest zła,

Bo może zaszkodzić zdrowiu!”

A na to panienka: „a jak?”

Hrabina stwierdziła króciutko,

Że „miłość to pasja i cud”

I wzięła kieliszek z wódką,

By zgasić swój smutek i ból.

Tam było też wolne krzesełko

I tam skarbie ty winnaś być,

Bo Ty byś to mogła najpiękniej

O Twojej miłości rzec im.

 

Ciemne szczyty

(Oryginał: Dunkle Giebel - Joseph von Eichendorff)

Ciemne szczyty, okna wielkie,

Wierze patrzą z głębi mgieł,

Ołowiane widma – rzeźby

Stoją strzegąc domów sen.

Księżyc nie wie już, czy marzy…

I z wrażenia prawie zbladł,

Patrząc na zaczarowany

Skamieniały baśni świat.

I w cudownej samotności

Tan niebiański wieczny stróż

Nad dachami wzrokiem wodzi

Zasłuchany w morza szum.

Jak przed laty strażnik w wieży

Wyśpiewuje starą pieśń:

„Niech żeglarzy pan Bóg strzeże

W każdą noc i każdy dzień”.

 

(Joseph von Eichendorff (1788 – 1857) wielki syn niemieckiego romantyzmu, mieszkał w Gdańsku w latach 1821 – 1824 i przyjaźnił się z  Schönem (Nadprezydent Prus Zachodnich) i biskupem warmińskim)

 

Słońce

Jedni się na wszystko żalą

I choć słońce nawet świeci

Idąc go nie widzą wcale.

Są też drudzy tacy, którzy

Ledwie wiążą koniec z końcem,

Ale choć się niebo chmurzy

Widzą zawsze tylko słońce.

 

Bawmy się

Dopóki będę jeszcze żyć

To będę marzyć, będę śnić

Omijać będę wrogi los

Posłucham jak zaśpiewa kos,

Kanarek, słowik, cały las

I będę rozweselał was.

Opowiem wam: jak płynie jacht

I jakich się nie lubi wacht,

Co znaczy takie słowo „das”

I jak smakuje ruski „kwas”

Wiem, - chcecie by omówić „sex”

Lecz tutaj siedzi parę beks

Co mogą to zrozumieć źle

I inni będą szarpać mnie,

Że młodzież gorszę wobec was

Oczernią potem razem nas

Więc lepiej bawmy razem się

Ja was zabawię, a wy mnie.

 

Czym?

Czym jest człowiek bez człowieka,

Czym zwycięstwo bez porażek,

Czym jest światło bez ciemności,

Dzień bez nocy, czerń bez bieli?

Czym jest lato bez jesieni,

Lub bez wiosny mroźna zima?

Czym jest zdrowie bez choroby,

Albo radość bez boleści...

Czym uśmiechy bez chwil płaczu,

Czym rozrywka bez znudzenia,

Odpoczynek bez zmęczenia?

Czym jest wiara bez niewiary?

Czym by takt był i subtelność,

Gdyby chamstwo i bezczelność

Też na świecie nie istniały?

Czym jest piękno bez brzydoty,

Czym jest rozum bez głupoty,

Czym niedziela bez soboty?

Czym dni głodu bez sytości,

Czym jest słodycz bez krzty soli?

Czym jest młodość bez starości,

Czym jest miłość bez miłości.

 

Rozmowa z Wiatrem

Przynieś mi Wietrze radość jej oczu

Włosy zwichrzone szumem Twych fal

Przynieś jej usta, chciałbym je poczuć

Chciałbym zobaczyć jak liści szal.

Spełnij me prośby Wietrze mój złoty

Ja o nic więcej nie proszę Cię

Spełnij marzenia mojej tęsknoty

Ja Ci wierszami odwdzięczę się.

 

Lubię

Lubię patrzeć na zielone drzewa

Lubię słuchać w lesie jak ptak śpiewa,

I jak skrzypią wielkich drzew konary

I jak szumi cicho dąb prastary,

I jak płynie woda gdzieś w potokach.

Lubię patrzeć też gdy mkną w obłokach

Małe lub potężne czarne chmury,

Które gonią wiatry i wichury.

Lubię patrzeć jak się dziecko śmieje.

Zmierzch zapada lub jak rankiem dnieje.

Lubię jak mąż pracą przemęczony

Odpoczynek znajdzie koło żony.

Lub jak żona chce odpocząć trochę

A mąż czule „dobrze Skarbie” powie.

Lubię jak ktoś, mówi komuś lubię,

Lubię, bo ja lubię, choć się czubię.

 

O mojej obecnej pracy

Pracę moją bardzo lubię,

Bo w niej przecież innym służę!

Mówię piękne słowa, wiersze…

Stare, znane, albo pierwsze,

Pełne treści, różnych znaczeń,

Które piszę lub tłumaczę.

A, gdy czasem deszczyk pada

To życzliwie opowiadam

Anegdoty i kawały,

By odprężyć grupę całą!

Pokazuję na życzenie

W świątek, piątek i w niedziele.

Las, jezioro – cud natury,

Albo coś z architektury!

Tu Oskara, tam Neptuna,

Lub ratusze, Dwór Artusa,

Mury, baszty, bramy, mosty,

Pomnik obok Polskiej Poczty!

Tu katedrę, tam Memlinga[1][1],

Łodzie pomne aż Wikinga…

I z bogactwa pełne sławy

Żuraw, spichrze nad Motławą.

Zimą, wiosną częściej latem

Nasze słynne Westerplatte!

Czasem zagram i zaśpiewam!

Przy mnie z nudów nikt nie ziewa,

Nawet Niemiec, ni Słowianin!

Dziś żyjemy już bez granic!

 

Kocham Cię

Kocham Cię – te słowa dwa

Sensem mego życia są!

Kocham Cię pragnę mówić Ci bez przerwy,

Bo dla mnie wszystkim jesteś Ty.

Tyś mym rankiem i wieczorem,

Moim czuciem i myśleniem,

Mą radością i nadzieją

I spokojem jesteś Ty.

Bez Ciebie życie jest dla mnie pustką,

Bo moim życiem jesteś Ty!

 

Wiersz!?

Nie wiem, czy ty o tym miła wiesz,

Że nietrudno jest napisać wiersz.

Jeśli człowiek nastrój dobry ma,

To i coś go do pisania pcha.

Adresat winien miłym być,

Wtedy wije się poezji nić.

A niestety, często nie jest tak.

I dlatego w wierszu ciepła brak.

Można zatem by napisać też,

Pod formalnym względem, dobry wiersz,

Czyli wszystko będzie jakby grać

Lecz uczucie będzie w miejscu stać,

Z wiersza będzie wionął tylko chłód,

Bo tam gdzie jest serce siedzi lód.

 

Spojrzenie w przyszłość

Jeszcze dni parę Aniele mój

Przeszłość wyrzucę wreszcie na złom

I się zakończy udręka ból!

Kielnię chwycimy, budując dom,

W którym zamieszka: Miłość i My,

Szczęście wykute we łzach i snach,

Które w rozkoszach będziemy pić!

Naprzód więc idźmy, a nigdy wspak!

Hasłem niech będzie radość i czar

Przeżyć wprost świętych, miłości moc,

Nie spotykany na świecie dar

Serca płomienie świecące w noc

Niech upiększają nam każdy dzień,

Choćby deszcz padał, śnieg czy grad!

Moja najdroższa ja kocham Cię!

Dziś już z przyszłości wiedz, jestem rad!!!

 

Zakochany człek

Wzniesiona głowa

Wyraźna mowa

Otwarty wzrok

Sprężysty krok

To cechy człeka

Co już nie czeka

Na szczęścia dni

I tylko śni

Lecz walczy o nie

Gdy pada, tonie,

A kiedyś był

U kresu sił…

Jak gdyby żmija

Z bólu się zwijał

I już był blisko,

Aby poddać się…

Lecz dostrzegł oczy

I czuły uśmiech,

Nadziei łut!

I krzyknął nie!

I znów chce kochać,

I kochanym być!!!

 

Gdy odejdzie miłość

Życie bez miłości

Cierpkie jest i suche.

Życie bez miłości

Bywa bardzo kruche.

Zycie bez miłości

Puste jest i głuche.

Życie bez miłości

Bije swym obuchem.

Dzień jak „co dzień” mija,

Brak w nim zawsze słońca

I tak wciąż bez końca…

Wreszcie zginie przyjaźń,

Zacznie się niemiłe

Współżycie na siłę.

Jesień                                                

Minął wrzesień

Już październik.

Rozsypała liście jesień

Po ziemi.

Słońce czasem wpadnie

Tak jak ktoś po ogień.

Już się gniewa na nie

Opuszczone morze.

Szron spod trawy głowę wznosi

Ślizga się po dachach

Jakby gonił wiersza motyw…

A wiatr hasa,

Rzuca chłodem w mury

Obejmuje zimnym dreszczem.

W stada zgania chmury

I grozi deszczem.

 

Sam      

Niestety sam

Zostałem tu.

Odeszłaś stąd

Nie mówiąc nic.

Upływa czas

Nadziei brak.

Zamknięte drzwi.

Czyjś słyszę krok,

Lecz to nie ty.

Choć w sercu ból

Powiększa się.

Ja czekam tu. 

 

Chwila marzeń

Tak bym chciał, byś już była w domu...

Choć tak daleko stad do Ciebie...

Tak bym chciał..., kręte drogi omiń

Jedź proszę prosto wciąż przed siebie!

Tak bym chciał... i z radości płakał...

Byś parę słów mi napisała...

Ja bym je pociął na litery

I z nich bym serca nam wybierał...

 

Jesienny liść z drzewa spadł,

Jak kartka z kalendarza…

 

Co przyniósł Ci, lub co Ci skradł

Miniony dzień?

Czy będziesz o nim marzyć?

Co da Ci jutro dzień i noc

I uścisk dłoni, śmiech lub złość,

Serdeczna przyjaźń, lub jej brak…

Kolejny liść znowu spadł…

 

Jesienny wiatr

W zmęczonej ciszy

Po szybach gwiżdże

Jesienny wiatr.

Raz chluśnie deszczem

Raz rzuci liściem

Poruszy wspomnień blask.

Splecione dłonie

Wykrzeszą ogień

A czasem łzy.

A wiatr przekora

Z dziś robi wczoraj

Więc warto żyć!

 

Szkoda…

Dostrzegłem idąc na śniadanie

Sprzedawcę z koszem ślicznych róż.

Więc myślę: „Kupię Ci Kochanie”

Chwyciłem się za portfel już…

Lecz przyszło wnet rozczarowanie:

Niestety Ciebie nie ma tu!!!

I w moich oczach zaczął marnieć

Koszyczek przecież pięknych róż…

 

Enigmatyczna okazja!

Wiele w życiu można przeżyć

Ale trzeba wciąż się uczyć

Latem, wiosną, nawet zimą!

Energicznie sport uprawiać!

Na pływanie także chodzić,

Turystycznie w świat wyjeżdżać

Ystad, Pragę, Berlin zwiedzić!

Nigdy się nie złościć, gniewać!

Kochać bliskich sercem całym

do wszystkich się uśmiechać!!!

 

Warszawska refleksja

Mała, blada z zimna, wygięta w pałąk

W drżących dłoniach trzyma laseczkę białą

I maleńkie bardzo – blaszane wieczko…

Wokół biało, śnieg jak rozlane mleko

Pomalował wejścia do sklepów, klatek.

„Niewidoma prosi o skromny datek”…

Na cemencie siedzi, wyciąga dłonie…

Mimo śniegu chodnik od ruchu płonie

Śpieszą się ludziska tam i z powrotem

Nikt nie sięgnął choć po malutką kwotę…

Przeszło szereg ojców i wiele matek…

„Niewidoma prosi o skromny datek”…

Widzę nowe płaszcze, kożuchy, futra…

Każdy zmierza, goni do swego jutra.

Tylko ona siedzi, choć wiatr zacina…

Ludzie! Stójcie! Spójrzcie! – ta starowina

Ma z pewnością już siedemdziesiąt latek.

„Niewidoma prosi o skromny datek”…

Nowy Świat – ulica! Cóż ja wam powiem?

„Przyszłość” – społeczeństwo buduje sobie!

Jej „dziś” jest potrzebne! Czy mnie rozumiecie!

Tę staruszkę siwą tabliczka gniecie,

Trzyma ją na płaszczu z przeróżnych łatek:

„Niewidoma prosi o skromny datek”…

                                       Warszawa 03.03.1976 r.

 

 

 

JAK ŻYĆ? SENS ŻYCIA…

            Sapere aude (odważ się być mądrym)
            Horacy

ABC życia - nie tylko - starszych.

Aluzje dobre są i złe

  W tym tu napisanym ABC.

Bardzo ważne dbać o zdrowie,

  To Ci dzisiaj każdy powie!

Carpe diem[2][2] nie trać czasu!

  Z używkami skończ lub spasuj!

Dobrze pożyć długie lata

  Więc z naturą trza się zbratać.

Eros też ma swoje prawa,

  Myślę, że to jasna sprawa.

Florę, faunę trza podziwiać

  I właściwie się odżywiać.

Grabki, szpadle mieć w ogrodzie,

  Wciąż podlewać go o wschodzie

I mieć ławkę przy altanie,

  Parę książek do czytania.

Jakieś kwiaty i warzywa

  By ich plony móc spożywać.

Kiedy trzeba innym pomóc

  Może oni też pomogą.

Lipy kwiaty w lipcu zbierać!

  Pić herbatę, pieśni śpiewać!

Ładnie się uśmiechać zawsze

  Będzie zdrowsze serce nasze.

Miłość przyjdzie i zostanie

  I piękniejsze jest kochanie.

Nie ma smutku, są radości!

  Nie ma stresów, nie ma złości!

Och jak piękne bywa życie!

  Wielu o tym marzy skrycie.

Tempus fugit czas ucieka!

  Nie marnujmy go już teraz!

Uczmy się umilać życie

  I to można wyśmienicie!

Ważne, aby cenić wierność,

  Być aktywnym, a nie biernym!

Zdrowo, zgodnie żyć w miłości,

  No i bez żadnej zazdrości!

 

Przeżywać szczęście 

(Oryginał w j. niemieckim: autor: NN)

Przeżywać szczęście – to wielka sztuka!

Szczęściarza grać – mydlana bańka…

Szczęśliwym stawać się – to praca długa,

A w szczęściu trwać, to z życia bajka!

 

Człowiek zyskuje więcej śmiejąc się z życia, niż lamentując nad nim!                               Seneka


Zawsze radzę wszystkim podarować innym (jeśli są ekonomicznie w stanie) coś materialnego, jakiś drobiazg, ale użyteczny, a jeśli nie są w stanie, to chociaż dobre słowo, jakiś gest lub uśmiech.

 

Uśmiechnij się!

(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)

Uśmiech nic nie kosztuje, a czasem daje wiele!

On czyni bogatszym tego, kto go otrzyma

I nie zuboża tego, kto go podarował!

Trwa mgnienie oka, ale jego echo może na długo pozostać!

Nikt nie jest tak biedny, aby nie mógł go podarować!

Nikt nie jest tak bogaty, aby go nie uszanował!

On tworzy szczęście w domu, pomaga w interesach

I budzi sympatię wśród bliskich i znajomych!

On jest pocieszeniem w smutku, lekarstwem w bólu!

Jak dobrze, że nie musi się go kupować, ani kraść,

Bo on ma tylko wartość, jak się go podaruję!

Dlatego uśmiechaj się jak najczęściej!

Uśmiechaj się! Z uśmiechem Ci do twarzy!

 

Dobra rada       

(Oryginał „Guter Rat” – Maria Radermacher)

Zegar życia nigdy nie staje,

Dlatego wykorzystuj swój czas!

Życie jest tak piękne!

Chwyć w dłonie Twoje szczęście

I trzymaj je mocno,

Jak najmocniej,

Bo jeśli przeminie, to nigdy nie wróci…

Dlatego żyj pełną piersią!

Wykorzystuj swój czas!

Dzisiaj jest teraz!

Do jutra jest daleko!

 

 

Dzisiaj…

(Oryginał: „Heute” – Maria Radermacher)

Dzisiaj jestem szczęśliwy!

Dzisiaj jest tak pięknie!

Być może jutro będę smutny,

Być może jutro wszystko przeminie…

Tylko dzisiaj,

Tylko ta chwila jest teraźniejszością,

Jest tym co się liczy!

Dzisiaj będzie jutro przeszłością,

Będzie tym,

Czego będzie mnie brakowało…

Dlatego dzisiaj, jestem szczęśliwy

I dzisiaj, teraz jest tak pięknie!

Być może jutro będę smutny…

Być może jutro wszystko przeminie…

 

Bardzo szanuj Twój każdy DZIEŃ 
(Oryginał.: „Achte Gut auf diesen Tag”, autor: NN)

Wiedz, że to co minęło nie wróci!

Pomyśl o tym i właśnie dlatego

Bardzo szanuj Twój każdy DZIEŃ!

Ponieważ on jest Twoim życiem!

Cząstką całego Twego życia!

W jego krótkim przemijaniu

Jest sens rzeczywistości

I prawda istnienia, smak pocałunków

I rozkosz podniecenia,

Wielkość czynu

I radość tych chwil przyjemności!

Wczoraj jest już tylko snem,

A Jutro tylko wizją!

Ale Dzisiaj pięknie spełnione

Efektywną pracą i dwojga radością

Czyni każde wspólne Wczoraj snem pełnym szczęścia!

A każde Jutro wizją pełną nadziei!

Dlatego bardzo szanuj każdy Twój DZIEŃ!

Bo to jest DZIEŃ Twego ŻYCIA”!

 

Spójrz na swoją przyszłość pozytywniej!
(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)

Potraktuj każdy dzień jak podarunek!

Nie bierz go takim, jaki on jest,

Ale dotknij go cudowną różdżką

Twoje fantazji!

Upiększ go kolorami kwiatów,

Rymami, rytmami wierszy

I muzycznymi szlagierami!

Każdy dzień uczyń Twoim dniem,

Świątecznym dniem,

Takim dniem – wydarzeniem,

Którego Ty nigdy nie zapomnisz!

 

Człowieku

(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)

Raz, dwa, raz, dwa i tak w marszowym rytmie

Ucieka nam czas i życie nasze z nim.

Harowaliśmy, a dzisiaj już starsi

Skrzywieni często i z włosów wytarci

Aż zorientujemy się kiedyś w końcu

Że powolutku się nam życie kończy

I z nas zrozumie być może niewielu,

Że przegapiło szereg życia celów;

Że mogli mieć więcej sztuki, kultury,

Radości, zdrowia, sportu i natury…

Człowieku dlaczegoś się tak zasiedział

Nie gnuśniej już, bądź mądry i świat zwiedzaj.

 

Ostatnie słowo!

(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)

Napisz mi rano miłe słowo

Zanim wyjdziesz do pracy, proszę Cię,

Wiesz, że się wiele może zdarzyć,

Kto wie, czy znowu ujrzę Cię?

Życie tak szybko wciąż ucieka!

Minionych dni nie wróci nikt!

To co było, to tylko echo,

Często tak miłych, pięknych chwil.

Powiedz coś czule na dobranoc,

Kto wie czy rano zbudzisz się…

Chcę zapamiętać me Kochanie

Ostatnie piękne słowo Twe…

 

Wiosna, lato, jesień, zima życia…
(Oryginał: „Frühling, Sommer, Herbst, Winter” – Maria Radermacher)

Pamiętam życia wiosnę

Biegaliśmy tu i tam

Kochając to, co piękne, radosne

Przyjmując każdy wiosny dar.

 A potem życia lato

 Ocean szczęścia i zalotów

 Kłopotów, trosk niemało!

 Nie wróci ono już z powrotem.

Gdy dziś nadeszła jesień

To nie chcę tracić nawet miłych słów

I marzę by powrócić mogły

Wiosna i lato znów.

A kiedy przyjdzie zima

To tak by dobrze było.

By w snach zobaczyć życia wiosnę

Lato, jesień i pierwszą miłość.

 

Przebieg życia.
        
(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)

Mając dwudziestkę zaczyna się dojrzalej żyć

I z radością w wymarzoną swoją przyszłość iść!

A w trzydziestce planuje się to bardzo śmiele,

Osiągnąć przy czterdziestce główne życia cele!

W rozpędzie snuje się przeróżne życia wątki,

Ale zapału wystarcza do pięćdziesiątki…

Rozrywkę i wygodę już bardzo ceni się,

A tu sześćdziesiątka po cichutku chwyta Cię!

Sensowniej próbuje się wykorzystywać czas,

Na wypoczynek: jezioro, spacery i las…

Chwali się lampkę wina i domowy spokój,

A tu siedemdziesiątka już kroczy u boku!

A z osiemdziesiątką raduje się każdy człek,

Gdy przyjaciele, bliscy o niego troszczę się

I dla nich z dziewięćdziesiątką staje się dobrym,

A po setce zdaje się, że było się mądrym…

 

Życzę Szanownym Czytelnikom:
          WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO.

Palacze.   

(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)

Palicie rano i wieczorem

Do pracy idąc i wracając

Palicie głodni najedzeni

I uśmiechnięci, i zmęczeni,

I chociaż lekarz Wam już powie,

Że coraz gorzej z Waszym zdrowiem

Palicie choć pół ćwierci…

By szybciej być na łożu ŚMIERCI…

 

Palacze    

(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)

Palicie rano i wieczorem

Ze smutkiem czasem lub z humorem.

Palicie głodni, najedzeni,

I wypoczęci, i zmęczeni.

Do pracy idąc i wracając

Na szczęście licząc, w totka grając.

Bo taka moda, więc palicie.

A przy okazji się chwalicie.

I aromatem i gatunkiem

Tak jak smakosze dobrym trunkiem.

Choć zabronione też palicie

Zakazu jakby nie widzicie,

I chociaż lekarz wam już powie,

Że coraz gorzej z waszym zdrowiem

To wy palicie choć pół ćwierci

By szybciej być na łożu ŚMIERCI!

 

Ja bardzo chętnie palę      

(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)

Ja bardzo chętnie palę

I będę długo tak

Jak Bóg da.

Choć płuca w dymie toną

I cieszy się

Maleńki rak!

 

Refleksja o starości  

(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)

Gdy będę stary, będę miał dużo czasu

I aby życzeń moich nie zaniedbywać,

To będę tak o nie dbał, jak kotek o sierść.

A miast się zamknąć w muszli jak ślimak mały

To będę szukać dojścia do innych ludzi

I zamiast się ukrywać w mojej jaskini

Z radością będę jechać naprzeciw słońcu

I zamiast stale zrzędzić na swoją młodość

Postaram się by wzmocnić me zmarszczki śmiechu

I żeby się nie wstydzić swojego ciała,

Pokażę zawsze z dumą mych przeżyć ślady,

I aby nic nie krasić siwizny farbą,

Wybiorę sobie kolor wiosennej róży,

I aby samej ciszy drzwi nie otwierać,

Zaproszę zaraz do mnie wielu przyjaciół

I by nie być niestrawnym dla mych znajomych

To będę pełną parą się cieszył światem,

I by nie oczekiwać na przyjście śmierci

Postaram się postępować, by żyć świadomie!

 

Gdy będę już stary, to chciałbym młodym być!

 

Zapamiętaj to siwy ojcze…       

(Oryginał w j. niemieckim; autor: NN)

Zapamiętaj to ojcze siwy!

Powiedz to też staruszce matce,

Nie działajcie za szybko nigdy

I nie dajcie wszystkiego dziatkom,

Bo będziecie bez domu, jadła!

Niepotrzebni nikomu, starzy

I ból wam będzie ściskał gardło,

I będziecie o chlebie marzyć!

Wiedzcie to, że świat z tego słynie

I w przysłowiach jest jego mądrość

Prosić o chleb, to znaczy ginąć!

Chleb rozdawać to świadczyć dobro!

 

 

Morze i Marynarka Wojenna

 

            Piękno świata jest podobne do pływania w morzu!
            Obojętnie ile odpłynie się od brzegu, to przed nami,
            nieograniczone przestrzenie!

 

Banderze oddaj cześć!

Gdy na polski okręt wchodzisz

Co Ojczyznę naszą strzegł

To z szacunkiem, bracie drogi,

Wpierw banderze oddaj cześć!

Pomyśl, ilu marynarzy

Przelewało na nim krew…!

Więc choć słońce w oczy razi

Ku banderze głowę wznieś!

To był dom ich, tu walczyli

Nadstawiając swoją pierś

Byś Ty właśnie w tejże chwili,

Mógł banderze oddać cześć.

Pochłonęły morza wielu

Wojna trwała przez lat sześć

Na co czekasz, przyjacielu?

Czas banderze oddać cześć!

Zanim zejdziesz już z okrętu

Zapamiętaj ORP –

„Błyskawica”. „Orzeł”, „Sokół”

I banderze oddaj cześć!

 

Polskim marynarzom

(Po promocji podporuczników marynarki w Gdyni w 1979 r.)

Ojczyźnie wierni, na lądzie, morzu

Nie szczędząc życia, nie szczędząc krwi

Dzielnie walczyli przez całą wojnę

Bo wroga trzeba do skutku bić.

Bandera polska na morzach świata

W bój „całą naprzód” z faszyzmem szła

I choć po wojnie mijają lata

Swych synów zawsze pamięta kraj.

„Grom”, „Błyskawica”,„Gryf”,„Wicher”, „Burza”,

„Generał Haller”, „Wilk”, „Orzeł”, „Dzik”

„Sęp”, „Garland”, „Mazur” to nasza duma

Niech nie zapomni z nas o tym nikt.

Dziś marynarski włożyłeś mundur,

Więc go z należytym honorem noś

I ucz się walczyć o Polski jutro,

O pokojowy Ojczyzny los!

 

Zapamiętaj to na zawsze!

Owiani skrzydlatym marzeniem,

Stoicie wpatrzeni w swą przyszłość.

Wam latem jest słońce jesieni,

Bo pobrać nagrodę Wam przyszło.

Za lata porażek i zwycięstw,

Godziny nad książką spędzone,

Niejeden egzamin, serc bicie…

Dziś tego etapu jest koniec!

Promocja nastąpi za chwilę…

Już szabla dotyka Twe ramię

Patrz, ludzi przybyło aż tyle!

Spójrz w serce Ojczyźnie i Mamie,

Jak cieszy się, szczerze łzy roni,

A Bałtyk aż skacze falami!

To morze, gdy trzeba masz bronić

Wszystkimi swoimi siłami!

Dziś sznur już złocisty założysz,

Dystynkcje i kordzik, i czapkę.

Zazdroszczą cywile Ci młodzi,

Jak bardzo, to myślę – Ty sam wiesz.

Gdy pójdziesz do trapu, na baczność

Wachtowy powita Cię świstem

I wszyscy się z lądu popatrzą

Jak idziesz – Ty – młody oficer,

Marynarz, obrońca Bałtyku!

Jak Ci co dawali wzór morski

Na „Orle”, „Mazurze”, i „Dziku”

Lub szli poprzez Tobruk do Polski.

A teraz posłuchaj mężczyzno!

- Dziś przy nas wyrzekłeś te słowa:

„Ślubuję Ci wierność Ojczyzno!”

- Tej świętej przysięgi dochowaj!

 

Skłócone morze

Skłócone morze

Spienioną gębą

Rozrzuca fale

Raz w górę, w dół.

         Okręty tną je

Lemieszem dziobów,

A te jak w zmowie

Wracają znów,

         Podstępnie pną się

I krzyczą, wrzeszczą,

I giną w stepie

Bezkresu wód.

         Niektóre jeszcze

Znów się odrodzą,

Na ring wstępując,

Lecz cóż to da,

         Gdy z tyłu drugie

Kark im przekręcą

I same zginą

Jak ludzki los

 

Alarm na Komodorze
(Z 45-dniowego rejsu do Danii, Szwecji w 1975 r. – płynęło nas czterech)

Pamiętam miałem wtedy wachtę

Dwudziesta trzecia była prawie

Zmęczony spać już trochę chciałem,

Wiatr zdrowo gwizdał w nasze żagle.

Koledzy się już położyli

Chrapali jeszcze dosyć cicho

Poczułem jednak w pewnej chwili,

Że ono by mnie też uśpiło.

Przemyłem twarz raz jeden drugi

Wypompowałem z zęzy wodę                    

Wiatr świstał swoje woogi – boogi

Jak by chciał życie mnie osłodzić.

Wtem widzę coś jak błysk rakiety

I patrzę czy mnie wzrok nie myli

Czerwony kolor jej niestety

Kurs süd – west[3][3], chyba siedem mili.

Natychmiast alarm ogłosiłem.

Koledzy ze snu się zerwali,

Choć Staszek spytał mnie – Co śniłeś?

To wszyscy rozkaz wykonali.

Jak zawsze pierwszy był kapitan

Kurs na rakiety kazał trzymać

Już Staszek nie miał żadnych pytań

I przestał się jak zawsze zżymać.

Zapalić silnik – rozkaz leci

I kamizelki szybko włożyć

Och żeby tam nie było dzieci

I nie szalało bardziej morze!

Już na pokładzie wszystkie liny

I odbijaki przyczepione.

Poważne mają wszyscy miny

I bacznie patrzą w rakiet stronę.

Dwunasta prawie. Nic nie widać

Rakiety lecą wprost bez przerwy

Płyniemy morzu walkę wydać.

I każdy z nas jest pełen werwy.

- Lecz rakiet tych jest coś za wiele.

Skąd taki wielki zapas mają?

To noc z soboty na niedzielę

Czy to na lądzie nie strzelają?

- Kapitan rzekł - tak to wygląda

Przekonać jednak się musimy.

Niech każdy dobrze tam spogląda.

Na razie kursu nie zmienimy.

Po pół godzinie kurs zmieniony

Bo odwołany alarm został

I każdy chociaż był zmęczony

Nie malkontencił, że nie pospał.

Bo żeglarz musi być gotowym,

By w każdej chwili iść z pomocą,

Rozbitkom, chorym, czy też zdrowym

W deszcz, burzę i sztorm, dniem i nocą.

 

Henrykowi Jaskule
(Żeglarz z Rzeszowa, który jako pierwszy Polak, a w ogóle trzeci, samotnie opłynął świat bez zawijania do portów w okresie 12.6.1979 –20.5.1980)

Dwunasty czerwiec

Z basenu w Gdyni

Jacht „Dar Przemyśla”

Wypłynął w świat.

A na nim żeglarz

Jaskuła Henryk

Samotnie wyszedł

W kolejny rejs.

Skłócony z światem

Chciał go opłynąć

Bez zawijania

Do portów bram.

Czegoś zapomniał…

Ktoś coś mu zabrał…

Pragnął spokoju

Choć jeden dzień.

Od kei odbił

Z zatoki wyszedł,

Wybaczył wszystkim

Swój ból i żal.

Czas szybko gonił

Rozwijał trawers,

A on już poznał

Tęsknoty czar.

Już chciałby wrócić…

Już zaczął marzyć

Lecz tyle jeszcze

Zostało mil.

Ktoś przesłał czasem

Wieść: Jest! – Nie zginął!

Sól gryzła pokład,

A metal rdza.

Dwie półwywrotki

Na oceanie

A potem orek

Zgłodniałych tan.

Bez odpoczynku

Odwaga, słabość

W zwątpienia falach

Czyhały wciąż.

Czasem zaśpiewał,

Układał wiersze

Choć brakło rymów

Lecz było lżej.

Mijały noce

Dni i miesiące,

Już jedenaście

Meldował wiatr.

Aż w końcu:”Witaj

Kochana Polsko”!

Wykrzyknął w Gdyni

I zszedł na ląd.

 

Nie płacz morze

Tyle wyznań o miłości…

Tyle było czułych słów.

Aż się teraz co dzień złościsz,

Że zostałoś samo znów.

Tacy są urlopowicze…

W lecie jest ich tutaj tłok,

Teraz dla nich jesteś niczym

I tak będzie – wiedz – co rok!

Z krzykiem wpadną w Twe objęcia

Wezmą nawet wody łyk,

A gdy Ty jesteś w potrzebie

Nie odwiedzi Ciebie nikt.

I choć nikt Ci nie pomoże

Nie płacz proszę! – Porzuć żal.

My będziemy z Tobą Morze

Marynarze – Twoja straż!

 

 

ZAANGAŻOWANE SPOŁECZNO-POLITYCZNIE

Życzę judaszom, tyranom i oprawcom, aby

ich sumienie, za ich czyny, gryzło z taką siłą,

z jaką czołg miażdżył niewinne ludzkie ciało!

 

Wstęp

To nie są wiersze

Co będę mówił,

To fotografia

Tamtych dni!

To proza życia

Naszego kraju,

To strzały z broni

Prosto w tych

Co chcieli byśmy

Żyć mogli godnie

Lecz padli martwi

Od polskich kul!         Gdynia 02.03.1981 r.

 

Czekaliśmy

Czekaliśmy

Całe lata!

Czekaliśmy

W celach, domach

Każdy wierzył,

Każdy marzył,

Kto wolności

Tylko pragnął,

Że nadejdzie

Taka chwila,

Duch w narodzie

Się obudzi,

Sięgną ręce

Po ich prawa

I swym siostrom,

Swoim braciom

Wybudują

Same pomnik.        Gdynia 13.01.1981r.

 

  MORDERCOM

 

ZMOwa  MSW-u I MON

Nas kosztować MOże drogo,

Bo eMO gdy nada ton,

Gdy do walki wkroczy ZOMO[4][4]

I gdy UB[5][5]ezpieczy MON

Na ulicach padną trupy,

Bo legalnym będzie MOrd

Pod nadzorem MONskiej hunty.

MOrze będzie pełne łez.

Bo UBezwłasnowolnieni

DeMOkracji zrobią wbrew!

Będą bić, UBijać, więzić!

Krew popłynie w dzień i w noc,

MOdel MOskwy zapanuje…

Z głodu trupów będzie MOc,

TV-ał „sukces” też zMONtuje…

Dumnie więc PZPR

Zgłosi swą MObilizację,

By skierować władzy ster

Znowu na kolaborację.

Robotnikom da się w łeb,

A MOrdercom za MOrale

Znów się da należną cześć

I MONety MOże  krwawe…              Gdynia 01.12.1981 r.

 

 

Za pokutę
Tym, którzy wydali rozkaz: „Strzelać!”

Wiem, Ty pragniesz wybaczenia…

Za pokutę jedź do Gdańska!

Jak dojedziesz, wyjdziesz z dworca,

Spojrzysz w lewo, ujrzysz pomnik

Swoich ofiar!

Na kolanach idź do niego!

Pod krzyżami na twarz padnij

I tak zostań aż do śmierci!

Może wtedy Ci wybaczą. Gdynia 14.01.1981r

 

Nie urodzone dziecię

Już kupiono mu pieluszki

I rajtuzki i grzechotkę!

Oglądano się za wózkiem

I myślano też o żłobku!

Było zdrowe, tak kopało!

I już rosło w oczach matki,

Tata w przyszłość patrzył śmiało

Chociaż ceny wciąż wzrastały.

Macierzyństwo to rzecz święta!

To jest chyba szczyt miłości!

Jak się matka troszczy, lęka

O swą ciążę, gdy czas rodzić.

Chociaż strajk był, wyszła rano,

Bo do pracy wzywał premier!

Po co krzyczeć mają na nią

Lub potrącić teraz premię!?

Obowiązek, obowiązkiem!

Więc z radosnym ciąży bólem

Gdynia Stocznia – szła po moście,

Gdy zaczęły lecieć kule…

I ta wieść wstrząsnęła światem!

Nie wiem, czy Wy wszyscy wiecie,

Że od kuli padła matka

I nie urodzone dziecię!!!          Gdynia 24.03.1981r.

 

Żądaj prawdy i zapłaty …

 

Polsko !

- Przeżyłaś z honorem

Gehennę zaborów,

Okupacji.

Polaku !

- Nie przyznawano Ci racji

Wiele lat !

Wyprostuj kark,

Żądaj prawdy

I zapłaty

Za Poznań, Gdańsk.

Gdynię, Szczecin !

Za Elbląg, Ursus,

Radom, Bydgoszcz !

Za zabitych i bitych

Za niesłusznie więzionych !

Jeśli się teraz tego nie doczekasz,

Zabiją w Tobie człowieka

I tak Cię rzucą na kolana

Byś nie próbował więcej stanąć !                     Gdynia 27.03.1981r.

 

 

Rzekł Wałęsa
„Za rok przyniesiemy po kamieniu i sami zbudujemy pomnik”
1979 Lech Wałęsa

Wy daliście swoje życie,

Jak zbawiciel na ofiarę

A przyjaciół grono skrycie

Przychodziło tutaj stale.

Przychodziło w maju, grudniu,

I składało kwiaty, wieńce,

Chociaż było coraz trudniej,

Choć na drodze stały cele…

Rosła jedność, solidarność,

Choć represje też wzrastały!

Lud był pewien, że ma rację!

„Pałką walczą tylko słabi”!

Otaczano czcią to miejsce!

Tu stoczniowiec stał jak żołnierz!

                 I jak kiedyś rzekł Wałęsa

Stanął w końcu dumnie pomnik!  Gdynia 04.01.1981r.

 

Twórcom pomnika

Ile groszy dały wdowy,

Inwalidzi i sieroty?

Ile dali ludzie zdrowi?

- Ciągle rosną składek kwoty.

Każdy, kto Ojczyznę kocha,

Jak mógł służył słusznej sprawie,

Rzeźbiarz, plastyk, zbrojarz, tokarz,

I kierowca, murarz, spawacz.

Dni i noce ogień płonął!

Młot wykuwał krzyża kształty!

Przelewano rzeki potu!

Rąk miliony pracowały!

Szedł do pracy młody, stary,

Serce Polski biło mocniej,

Naród pomnik sam postawił

Aby Polska była Polską!         Gdynia 13.01.1981r.

 

Gdybym tak mógł

Gdybym tak mógł

To bym podniósł wyżej

Trzy stoczniowe krzyże

I zawiesił je wysoko

Hen w obłokach,

By je każdy mógł zobaczyć,

By dodały nam otuchy, mocy,

By żądały ukarania

Winnych kłamstw, bezprawia, mordów.

Tym ostatnim na pamiątkę

Dałbym kul grudniowych szczątki,

By paliły ich sumienia

Zatopione w bagnie fałszu

I wyzute już z godności

By się stali w końcu ludźmi…

Gdybym tak mógł…         Gdynia 20.06.1981

 

Przyjdź pomniku

Przyjdź pomniku szybciej

Nasz symbolu walki!

Wiedz na Ciebie liczy

Dziecko, starzec… każdy

Kto ma dobre serce,

Kto chce prawdy, szczęścia,

A nie pałek, więzień

Gazów, kul, „zakrętów”.

Proszę przyjdź Pomniku!

I przejdź całą Polskę,

I dokładnie wszystkim

To co czujesz powiedz!

- o tych co w Grudniu

strzelać kazali

i że tak trudno

jest ich odnaleźć,

- o naszym ustroju,

- o tych co się boją,

- o tych co kłamią

i prawo łamią,

o tych gotowych

całkiem przytomnie

wszystko zapomnieć

i strzelać znowu. Gdynia 29.XI.1980 r.

 

SPOTKANIE Z  POMNIKIEM

+

Na czarno-białym prawdy tle

Żałobny cień.

Polsko!

POLSKO!!!

W historię Twego serca patrzę

W malowany świat marzeń

I wspomnień,

Których nie zapomnę!

Zwyczajny gdyński bruk,

Poranny szum.

Do pracy w Grudniu szedł na wprost

Siedemdziesiąty rok

I właśnie tu

Padł od kul!

Wyciągnął dłoń do braci swych,

Opadła… z nią ostatnie krople krwi!...

Jeszcze dzisiaj słyszę

Jak pociski lecą,

A on umierając krzyczy:

DLACZEGO???

Dlaczego???

Dlaczego…   Gdynia 29.XI.1980 r.

 

PŁONĄCY POMNIK

Płonący pomnik,

Kto go zobaczy,

Nigdy nie zapomni!

Ukrzyżowane kotwice…

Ile w was treści!

Ile łez wyleją tu jeszcze

Bracia, siostry

Na kwiaty,

Które stale będą rosły.

Wpatrzone w przeszłość

Wyciągając ramiona

Wydartym z głębi serca

Milczenia krzykiem

Potężnym jak bicie w dzwony

Stoją jak zaklęte.

Cześć ich pamięci!!!         Gdynia 25.09.1980 r.

 

Kocham to miasto

Kocham to miasto z bliznami grobów,

Ulice zmyte krwią robotniczą!

Kocham ten pomnik, ten który przykląkł

I tamten, który w pochodzie pójdzie (*)

Z niesionym na drzwiach niewinnym chłopcem,

 

 

 

                 Co zginął młodo! – Bo dano rozkaz……

I to dla niego było najgorsze,

Że padł od kuli! – Od kuli polskiej!

Kocham to miasto i robotników,

Tych co na apel do pracy poszli,

Tych, którym kule leciały w oczy,

I tych co padli i tych co żyją.              Gdynia 13.03.1981r.

(*) Z uwagi na zarekwirowanie pieniędzy przez władzę i ponowne rozpisanie konkursu powstał pomnik przedstawiony w następnym wierszu)

 

 

REFLEKSJE PRZY GDYŃSKIM POMNIKU

Ukrzyżowane krzyże w Gdyni,

Morderstwa, gwałtu to symbole!

Strzelano tutaj do niewinnych!

Od polskiej kuli każdy poległ,

Bo pragnął chleba i wolności!

I czuć się, że jest w swoim kraju,

Lecz władzę to zaczęło złościć,

Że lud chce uszczknąć coś z jej raju,

Że ją pozbawi przywilejów

I skończy się jej raj na ziemi,

Więc wystraszona z tego lęku,

Pragnących chciała w pień wypielić!

Pomyślcie, kto ją bronił stale?

Oskarżał innych, bronił, karał?

Dostawał premie i medale?

Pogromcom ludu wciąż bił brawa?

I szkoda, że się nie dowiemy,

Jak wielu krzyże ci dostali

W rozkazach „za ofiarną służbę”

I że gdy rozkaz padł - strzelali!...         Gdynia 18.12.2000 r.

 

 

Wam stoczniowcom

Wam Stoczniowcom

Dzięki składam

Za początek

Za odwagę.

Patrzę na Was

Poprzez Sierpień

Lata fałszu

Lata cierpień,

Przy pomnikach

Stojąc wołam

Strzeżcie Bracia

Wciąż odnowy.

Bo ja jakieś

Mam przeczucie

Że los szczęścia

Chce nam uciec!… Gdynia 24.04.1981r.

 

Modlitwa niewierzącego

Chociaż w Ciebie nie wierzę

Chciałbym, żebyś istniał Boże!

Szkoda, że Ciebie nie ma…

Gdybyś był, byłoby mi lżej.

Patrzyłbym na cudze krzywdy

Bez wzruszenia!

Patrzyłbym na tych, co kradną

Ostatni wdowi grosz,

By lepiej żyć w daczach,

Willach podobnych pałacom

Bez wzruszenia!

Nie drgnąłbym nawet

Gdyby mnie i innych bito

Czy zabijano

Bo Ty byś nas wynagrodził

I pomścił za nasze krzywdy!!!    Gdynia 11.03.1981 r.

 

Sny

Jeszcze dziś

Po nocach mi się śni

Raz Czerwiec, raz Grudzień,

Zabici ludzie,

Kobieta w ciąży,

  Robotnik….

  Uczeń….

Bicie w komendach

  Jak przed laty….              

Zrywam się, krzyczę

  Mamo! Mamo!

Usypiam i znów śnię

  To samo!

Szkoda, że nigdy się nie dowiem

Jakie mają sny panowie:

  Gomułka, Cyrankiewicz,

  Gierek, Jaroszewicz,

  Kociołek, Moczar, Kliszko.

Ci z moich snów

O twarzach bazyliszków.     Gdynia 30.12.1980 r.

 

 

 

Bądźcie Polakami!!!

(W związku z wypowiedziami o „ewentualnościach”)

Jeśli wtargną do Polski

Bronić tych co kłamali,

Wszystkie miasta i wioski

Ogniem prawdy podpalmy.

Dosyć było niewoli!

Dość krzywd okupacji,

Damy życie za wolność,

Sprawiedliwość, socjalizm.

Kto opływał w dostatki?

Kto latami nas mamił?

Kto nas uczył nieprawdy

Kraj do zguby prowadził?

Teraz kiedy już naród

Swobód dobił się paru

Wy krzyczycie „pomocy!

Zagrożony socjalizm”!

Żal wam stołków, foteli!

Wiecie, że wam to grozi,

Że my tego pragniemy

A nie zmiany ustroju!

Więc nie krzyczcie „pomocy”

Lecz odejdźcie dziś sami!

Dość mieliśmy wojen!

Bądźcie raz Polakami!!!

 

1 maj 1981

Pójdziemy sercem w pochodzie

W te miejsca, gdzie padły strzały,

Gdzie krew robotnicza się lała,

Gdzie setki ludzi przychodzi,

By złożyć wieńce i kwiaty

Tym co musieli zapłacić…

Zapłacić cenę najwyższą!

Krwią, życiem za lepszą przyszłość,

O którą znowu walczymy,

Tym razem z chłopską bracią,

Ale sukces osiągniemy

Jeśli władców ukarzemy.

Wtedy nowi bać się będą,

Że się kiedyś ich rozliczy!

Gdy do tego się nie dojdzie,

To się skończy wszystko niczym…   Gdynia 18.03.1981 r.

 

Żołnierzu - przeczytaj i pokaż kolegom!

Kim jesteś Żołnierzu?

Obrońcą Ojczyzny?…

Jak mam w to uwierzyć,

Gdy mam jeszcze blizny?

A co jutro zrobisz,

Gdy nam „pomóc” zechcą?

Czy będziesz nas bronił?

Czy będziesz nas deptał?

I znów swój karabin

Skierujesz do braci?

Za kilka, wiedz, latek

Też życiem zapłacisz.

Zastrzelą Cię drudzy,

Młodzi, nierozważni,

Bo będą też służyć

Tak jak Ty dziś w armii.

Nie daj się oszukać

Twoim przełożonym

I kłamstw ich nie słuchaj

Ty masz prawdy bronić!

Więc jeśli Ci każą,

Zdobywać zakłady,

To Ty do nich właśnie

Odwróć swój karabin!!!

W imieniu zabitych i rannych z rozkazu władz PRL w latach 1956, 1970, 1976 Ranny z Gdańska Gdynia 29.11.1980 r.

 

Quo vadis6] historio?

Znam historię pisaną w gabinetach

Lecz wiem, że to było nie tak!

Przecież uczono zaraz po wojnie

Innej historii.

„Czyś się bił z Niemcem, czy z Moskalami”…

Lecz ten z ustami

Słodszymi od malin

Patrzył na nasz rozwój z troską

Prawie boską!

Za kult jednostki

Płaciły miliony…

Niejeden „człowiek z marmuru”

W rękach doświadczonych stróżów

Nawet niewinny

Przyznał się do winy…

Utrwalano władzę ludową

Więzieniem, grobem…

Wypaczano wszystko

Zginęło niejedno nazwisko,

Rozprawiano się z datami

W ramach historycznej zmiany!

Już wytrzymać nie było można!

Stanął Poznań!

Agenci Zachodu!

- Krzyczeli „wodzowie”

I bez wyrzutów sumienia morderców paru

Wydało rozkaż: „Strzelać w naród!”

Myślano już, że Czerwiec

Obłudę przerwie…

Zaczęły się odwilży akcje,

Niektórym w grobach przyznano rację…

Ludzie pragnęli prawdy, swobody…

Cyryl się zmienił, zostały metody…

I znów rządziły te same twarze!

Przyszedł Marzec!

A potem ludowość bez złudzeń

Potwierdził Grudzień!

Krzyczał Ursus, krzyczał Radom:

Nie wierzcie złodziejom, łgarzom!

Dobrze, że Sierpień

Zmniejszył stos cierpień,

Lecz i tak u władzy

Pierwsze skrzypce grają „starzy”.

Dlatego o przyszłość się bojąc

Wciąż pytam: Quo vadis historio?      Gdynia 04.06.1981 r.

 

…W dzwon sumienia!

Wołamy dzisiaj z grobów

Przykrytych łzami żywych,

Wzywamy te osoby.

Co nam zabrały życie

I wieczny spokój dały….

          Podejdźcie do nas bliżej!

Nie bójcie się cmentarza!

Zajrzyjcie w grobów ciszę

          W wyrazy naszych twarzy,

Niezagojone rany…

Tak łatwo przecież było

Wam wtedy rozkaz wydać,

A dziś nie macie siły

Do naszych grobów przybyć

By prosić wybaczenia?…

Niech oczy wasze w lustrach

Szkielety nasze widzą,

A każda biała chusta

Całunu sprawia widok

          I bije w dzwon sumienia!         Gdynia 03.01.1981 r.

 

Pies szczeka, a karawana jedzie dalej

Oszukiwał latami

Polak – Polaka

Prawo tłumiło

Prawdy zew.

Rachunek

 Płaciła

 Krew!

WOLNOŚCI!

- Krzyczy prawda

Gdzie wnioski

Z tamtych lat?!

Pies szczeka,

A karawana…

Oszukuje nadal

Brat - brata,

Polak – Polaka!     Gdynia 10.02.1981r.

 

To było w grudniu!

Znosili wiele ludzie

Przez całe lata.

Aż przyszedł „GRUDZIEŃ”

Odsłonił twarze niektórych Polaków!

W imię wzniosłego hasła

Salwa padła!

Zgrzytnęły pistolety maszynowe

          Jakby wszedł okupant znowu.

Jęknęła ziemia zamierając w bezruchu,

Dym ze strachu uciekł w niebiosa.

Zostały trupy na bruku,

Wiatr płakał w ich włosach.

  Uwaga helikopter! Uwaga helikopter!

  Lecą gazy łzawiące i kule ostre!

Lecą niosąc zapłatę

Za upokorzenia i pracę…

Tu czołg zmiażdżył żywe ciało,

A tam było komuś za mało

I w centrum rzucał słowa:

Zbombardujmy Stocznię, zbudujemy nową!

          A potem skrycie

          Pod osłoną nocy

          Oddzielając teorię od praktyki

          Zapełniano ciałami groby.

Kazano nam zapomnieć,

Że istniał „GRUDZIEŃ”,

Że były represje, sądy

I zabraniano o tym mówić.        Gdynia 24.02.1981r

.

Za godzinę

Wóz podjechał…

Weszli… Rzekli:

„Na cmentarzu

Witomińskim

Będzie pogrzeb

Za godzinę

Pani syna,

Chuligana

I bandyty!”

 

„Za godzinę!

Za godzinę”

Dodał drugi

Zimne słowa

Niczym bagnet

Swoim ostrzem

Cięły serce…

Echo niosło:

Ni rodziny

Ni przyjaciół

Ni znajomych

Nikt nie prosił…

Przecież pogrzeb

Powiedzieli

Za godzinę!

Za godzinę!!!

Trumnę państwo

Fundowało

I asystę

Też przysłano…

Noc skrywała

Hańbę mordu

Ale echo

Pozostało

I wciąż krzyczy:

Za godzinę!

Za godzinę!!

Za godzinę!!!         Gdynia 28.11.1981 r.

Pociąg

1. Deszcz jesienny, mży bez przerwy,

Gdzieś za chmury zbiegło słońce jak na emigrację!

Wokół blado, prysła radość,

Czym się cieszyć? Z czego żyć?

Dni mijają, od lat paru,

Bez wartości dzisiaj są marzenia z lat dziecinnych!

Jak horyzont, gdzieś do nikąd

Pędzi w przepaść pociąg nasz!

Refr. (bis i w powtórzeniu: W pociągu tłok itd.)

A w nim jest tłok i coraz bardziej ciasno, smutno!

Wtem jak na złość, konduktor idzie z miną butną!

Bilety chce i wszystkich tępym wzrokiem mierzy,

A pociąg mknie, lecz maszyniście nikt nie wierzy!

2. W sklepach pustki, brak wszystkiego,

W telewizji Urban mówi, że rząd się wyżywi!

A co naród? Jego sprawa!

Niech się żywi, tak jak chce!

Tutaj podsłuch, tam cenzura,

Wszystko tak jakby to było w czasach okupacji!

Do obozów i do więzień

Patriotów wsadza się!

Refr.

A wszystko tak, ażeby stołków swoich bronić!

A co tam lud, motłochu władza się nie boi!

Posmutniał już piastowski nasz orzełek z godła,

Bo rządzi dziś znienawidzona WRONA podła!

3. Lata władzy promoskiewskiej

Wyrobiły masę ludzi wiernie jej oddanych!

Oni zawsze za srebrniki,

Robią to, co władza chce!

W ministerstwach wszędzie nasi

Są szczęśliwi! Im się przecież bardzo dobrze płaci!

A wojskowi, milicjanci

Będą walczyć o swój byt.

Refr.

Bo przecież im pod władzą Moskwy było dobrze,

A teraz chce się ich pozbawić przywilejów!

Więc wezmą broń, podniosą ją na braci, siostry

I będą w nich strzelali nawet z kuli ostrych.

  Gdynia 05.01.1982 r.

 

Sam o sobie

Prawdę ludzie mówią o mnie:

„Nieprzystosowany”!

Co pomyślę, to i powiem,

Nie znam żadnych granic!

Mnie admirał nie przeszkadza

W trakcie wystąpienia.

Potem rośnie moja sława,

Z pracy już mam zwiewać.

Na honorze nie mam plamy!

Chciałem nie „Tak trzymać”!

Tubą „Wolnej” mnie nazwali!

- Jeszcze nie ten klimat!…

Ma „ciemnota polityczna”

Milsza mi od chamstwa.

Nie ubliżam! Nie wyzywam!

Lecz brzydzę się kłamstwa!

Ciągle liczę na ODNOWĘ,

By niektórym móc wygarnąć…

Może w tym mi dopomoże

Właśnie „Solidarność”!   Gdynia 28.11.1980 r.

 

Wariackie papiery

Uczyli mnie kłamać,

Czekali postępów,

Lecz się okazało,

Że byłem „zbyt tępy”!

Uczyli uparcie!

Uczyli na siłę!

Ja jednak inaczej

Zadania pełniłem.

I chciałem „ODNOWĘ”

Wprowadzić klakierom!

- Ich serca z betonu

Nieczułe i nieme.

„Przywódcom narodu”

Nie chciałem bić brawa!

„Źle wpływa na młodzież!”

- Orzekli więc zaraz.

Za braki efektów

W poufnej opinii

Mówiono „KOR – owiec”

On nie jest po linii!

I „grupa” stwierdziła:

Te wiersze!... Za szczery!…

„W nagrodę mi dano”

Wariackie papiery!     Gdynia 29.12.1980 r.

Symbioza

Dziecko z mlekiem,

Mleko z krową,

Krowa z łąką,

Łąka z wodą,

Woda z wódą,

Wóda z rybką,

Ryba z rządem,

Rząd z nierządem, bo Polska nierządem stoi!!!      Gdynia 20.02.1980 r.

 

Rozwój kultury

Kultura kwitnie w naszych „stranach”[6][7],

Teatrów teraz wokół moc

Na ulicach, na zebraniach

Są w każdy dzień i każdą noc.

A na lotniskach! – Tam jest sztuka

I bez suflerskich zbędnych słów!

Tam widz wie, że się go nie oszuka

To jest naprawdę kunszt!

W telewizji przez dni siedem

Pocałunki! – Jak przed laty!

Lecz niestety już niejeden

Z tych witanych się zeszmacił.   Gdynia 31.10.1980 r.

 

Czekanie

Czekasz i liczysz

Dni i godziny.

Pragniesz przesunąć

Wszystkie terminy!

A może jednak burza ustanie,

Chmury odejdą

Czas zgoi rany?…

A może… może…

Aura się zmieni,

Lepsze dla Ciebie

Wiatry powieją?…

My też czekamy!

Ból wciąż w nas drzemie

I chcemy Twoje

Rozwiać nadzieje.

Utarte szlaki

Uprościć, zmienić,

Bo z Twego statku

Nie widać ziemi.         Gdynia 03.12.1980 r.

 

„Kto?” i „Ten!”

Kto rządził

I błądził

Latami?

Kto naród

Bezczelnie

Okradał?

Kto w Polsce

Żył pańsko

Na koszt nasz?

Ten pragnie

Powstrzymać

Odnowę.

I nie chce

Uwięzić

Złodziei,

Bo widzi

Też miejsce

Dla siebie,

W więziennej

Niestety

Celi!…                       Gdynia 01.03.1981 r.

 

Pod Olimpem

Spuszczone głowy

Uniosły wzrok,

Rozwarły usta,

Krzyknęły stop!

Obłoki, chmury

Rozniosły plan

A wiatr flagami

Serca grzał.

Za błyskawicą

Ognisty grom

Uderzył w Olimp,

Naruszył tron!

Spłoszony Zeus

Padł ścięty z nóg

Lecz go zastąpił

Sąsiedni bóg.

A lud choć w oczach

Mu stoją łzy

Chce w końcu widzieć

Rachunek krzywd.      Gdynia 28.10.1980 r.

 

Dajcie człowieka….

Wolni, w klatce demokracji

Zbudowanej przez władzę

Utwierdzonej przez prawo,

Chcemy słońca,

Siedząc w cieniu

Monopolu mądrości

Na sukcesy i zakręty!

Spragnieni prawdy

Karmieni kłamstwem,

Dezinformacją!

Wyposażeni w prawo

Ale tylko do bicia brawa,

Nawet gdy toną miliony

Ważne, że szyld złocony!

Za to w sposób zawiły

Zwiększamy z trybuny

Antysocjalistyczne siły

I trwa ściganie

Za obrażanie!

Dacie człowieka…

Paragraf się znajdzie! Gdynia 15.05.1981r.

 

Znów stoi krzyż!

Nad naszym miastem

Wyrosłym z morza,

Kotwicą Polski,

Znów

Stoi

Krzyż!

Nad naszą Gdynią

Złamaną Grudniem,

Okrzepłą Sierpniem,

Znów

Stoi

Krzyż!

Do niego serca!

Tysiące oczu!

Z Bałtyku, z lądu

Ślą

Swoją

Myśl.

A on w promieniach,

Na ramion strunach,

Wygrywa wiatrem

Smutną,

Prawdy

Pieśń!

Kamienna Góro!

Korono miasta!

Nad Tobą! Zobacz!

Znów

Stoi

Krzyż!                         Gdynia 02.11.1981 r.

 

Hasła i …

Socjalizm i komunizm!…

Co można, - dać dla ludzi!

Dosłownie wszystkim, wszystko!

Czy tylko tym na stanowiskach?

Odmiany: rozwinięty,…

I innych stopni wiele!…

Już w głowach aż się kręci!

Papieru giną bele.

Po co teorii stosy!?

Po co tak szumne hasła!?

Jest ich naprawdę dosyć!

My chcemy mięsa, masła!!!

Bez przerwy jednak czytam

Socjalizm i komunizm

I słyszę dyrektywy:

Komu – wiele, komu – nic…

                                  Gdańsk – Oliwa 22.12.1980 r.

Ewie

Niech Ci zawsze słońce świeci!

Niech Twa przyszłość będzie lepszą!

Niech nie stoją nasze dzieci,

Tak jak dzisiaj my w kolejkach.

Po chleb, masło, mięso, cukier!

Po lizaka lub cukierka!

Niech im obce będzie „trucie”

I trzymanie wciąż jak w pętach!

Niech im prawda płynie z radia!

Niech nie kłamie telewizor!

Nie zniekształca faktów prasa!

Niech te czasy w końcu przyjdą,

Że partyjniak i społecznik

Zdejmie z siebie - odda innym,

Tym co brak jest wciąż pieniędzy!

Tym, co żyją w biedzie, nędzy!

Obyś nie musiała ze mną,

Brać udziału znowu w strajkach!

Tego Tobie moja Ewo

Życzę ja, robotnik, Adam!          Gdynia 01.03.1981 r.

 

C’ est la vie!… (Takie jest życie…)

Zakazane piosenki…

Zakazany film…

One - były kiedyś!

A on – dziś!

Jak to życie płynie!

Panta rei!

Wtedy sierpień, teraz styczeń!

Nie ma słońca, a jest cień!

Jeden krok do przodu,

Potem aż dwa w tył!

Zmieniła się moda,

No i życia rytm!

Wielu będzie znowu

Na kurs tańca iść,

Aby tańczyć w takt ODMOWY

No i jakoś żyć… Gdynia 06.11.1980 r.

 

Komu… komu?

W wojewódzkiej rady murach:

Tu oświata, tam kultura,

Nieopodal służba zdrowia,

Rozpoczęły okupować

Sale narad, konferencji!

Dramatyczne są to sceny!…

Tutaj śpią na podłodze…

Tylko taką mają drogę

By poprawić dziś i jutro!

By móc za co w sklepie kupić!

Walczą więc o parę groszy,

A rząd mówi: koniec, dosyć!

Więcej forsy już nie damy,

Bo dla armii nic nie mamy,

Dla milicji i bezpieki,

Dla tych co chcą dla nas lepiej!

To są tacy biedni chłopcy!

Nikt się o nich nie zatroszczy…

Przecież oni siedzą cicho!

Nie dać im by było krzywdą!

Są tak dobrzy, tacy mili,

Dotąd zawsze się sprawdzili!     Gdynia 23.11.1980 r.

 

Złodziejskie refleksje

Jeśli nawet ludzie kradli

Kto najwięcej, zgadnij?

Glazur glazurę ile się uda!

Zabrakło Edka i nitka pękła!

Najbardziej w kliki się jednoczą

Ci, co grabili srebro, złoto.

Spróbuj jednego z nich ukarać

Zobaczysz jaka będzie wrzawa!

Mówią ludzie, że „ręka rękę myje”

Krzyczy więc złodziej, że drugi niewinny!      Gdynia 11.02.1981 r.

 

Byleś… nie obraził…

Pytasz się, co wolno w kraju?

Powiem wszystko, bracie miły,

Jeśli czcią Cię obdarzają,

Jeśli znasz logikę siły!

Refren: Byleś władzy nie obraził,

To Cię szybko nikt nie wsadzi,

A że coś tam nadużyjesz,

To nie będą Cię bić kijem!

Byłeś władzy nie obraził,

Ja życzliwie Tobie mówię!

Jaroszewicz kształcił syna…

Zdolna bestia, karciarz słaby!

Wiedział czego trza się imać,

Cenił ojca i zabawy.

Refren: Byleś… itd.

Gierek się w produkcję mieszał

I ryzyko wielkie poniósł

Lecz pociesza go koleżka

Choruj cicho bratku w domu…

Refren: Byleś… itd.

A Jabłoński – pan profesor

Nie mógł przedtem protestować.

Zasłużenie więc dlatego

Wypowiada zgodne słowa.

Refren: Byleś… itd.

Było przecież liczne biuro!…

Nadal działa po swej myśli.

Spraw załatwia bardzo dużo!

Stary duch znów pięknie kwitnie.

Refren: Byleś… itd.     Gdynia 19.11.1980 r.

 

Niestety!!!

Uwierzcie w odnowę!

Wołają niektórzy.

Przysięgi chcą złożyć,

Że prawdzie chcę służyć!?

Lecz jak tu uwierzyć

Tym twarzom sprzed laty,

Że „już będą lepiej”,

Że „Polak potrafi”?…

Uwierzę!!! – Im nawet!

I głośno to powiem,

Gdy włączę „Warszawę”

Miast „Wolnej Europy”,

Gdy wezmę „Trybunę…”

Miast czytać biuletyn!

- To byłoby cudem!…

Więc wątpię niestety!!!         Gdynia 18.12.1980 r.

 

Janowi Rulewskiemu, Marianowi Łabentowiczowi, Michałowi Bartoszcze

Na waszych twarzach widzę razy,

Nie tylko Wasze, - drugich też!

Po sińcach widzę słabość władzy,

Bo nie stać było jej na gest

Dyskusji z gronem innych ludzi,

Bo wyciągnęła znowu pięść!

Dlatego taki bunt się wzbudził

W ojczyźnie naszej wzdłuż i wszerz!

I znów musiała „Solidarność”

Odnowy sztandar w górę wznieść!

Dość fałszów! Chcemy prawdy!

Bezprawie musi skończyć się!

Nie pałka ma być argumentem

I nie oszczerstwa, ani sąd,

Zwolnienia z pracy, czy więzienie

Lecz jawny dialog wszystkich stron!

Anarchia!”, „Walki bratobójcze!”

Kto głosi hasła te i kto ich chce,

Bo ruch związkowy „Solidarność”

Na pewno NIE!!!        Janusz Polak 20.03.1981

Wiesz ten opublikowałem w biuletynie „Solidarności” Stoczni Marynarki Wojennej pod tym pseudonimem. Następnego dnia po opublikowaniu zadzwonił do mnie oficer kontrwywiadu Marynarki Wojennej mówiąc: Cześć Polak…

 

Profesorowi Henrykowi Jabłońskiemu

Czego uczysz Profesorze?

Kim zostanę po Twych naukach:

Ogrodnikiem czy stolarzem,

Adwokatem, kosmonautą?

Czy odwagi mnie nauczysz?

Mówić prawdę, gromić kłamstwo?

Czy też skromnie wtulać uszy,

Nie dostrzegać aroganctwa?

Powiedz proszę, - czemu milczysz?

Kogo obrać mam swym wzorem,

Bo ja chciałbym, byś był dumny

Ze mnie Panie Profesorze.         Gdańsk - Oliwa 17.12.1980 r.

 

Podchorążym Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni
(W 150 rocznicę powstania listopadowego)

Podchorążowie

Co się z Wami stało!

Brak Wam odwagi

Nawet na wypowiedź

Młodzieńczą, śmiałą

Wzniosłą, patriotyczną?

Czyżby miłość kraju

Już się stała fikcją?

To smutna prawda

NIKT Z WAS SIĘ NIE LICZY

Bo Was tak trzymają,

Tak jak psa na smyczy.

Co dla Was znaczy

HONOR I OJCZYZNA?!

Cech podchorążych

Wam nie można przyznać… Gdynia 29.11.1980 r.

Zjazdy

Zjeżdżają zjazdy

W gazetach ruch!

Tu zmiana nazwy,

Tam burza słów.

Ktoś ze świecznika

Kopnięty zszedł,

W pył się rozsypał

CRZZ! (*)

I dziennie kilka

Posiedzeń trwa,

Jednego tylko

Niestety brak!             Gdynia 30.10.1980 r.

Centralna Rada Związków Zawodowych

 

Czarne złoto

Usprawnić w kopalniach produkcję,

Bo węgla brakuje na eksport!

Maszyny się męczą i psują,

Cóż! – Czasu jest szkoda na remont!

I sił już nie starcza górnikom!

„Co robić?” – Pytają jak Lenin.

Lecz człowiek się tutaj nie liczy!

Cel: węgiel! Wydobyć go z ziemi!

Aż geniusz pojawił się jakiś…

Kruszarki! Kamienie dla ludzi!

Znów duch się eksportu obudzi

I ruszył mechanizm „dla sprawy”!

To drobiazg, że w domach za zimno,

Że marzną nam dzieci i starcy,

Że przydział za mały na zimę,

Że węgiel wprost nie chce się palić!

Lecz ważne, że lecą dewizy!

Że kraj nasz wypełnia umowy!

Że kwitnie w gazetach socjalizm!…

Zapytam się jednak: dla kogo?…        Gdynia 28.07.1980 r.

 

Niewinny liść

Przez Polskę przeszedł

Potężny wiatr

Od brzegów morza

Po szczyty Tatr.

Dla dobra sprawy

Wyjaśniam Wam

Wiatr kierowany

Odgórnie wiał.

Pożółkłe liście

Pod ostrzem kos

Pokotem ścinał

Rozrzucał w krąg.

Więc legły w stosach,

A pośród nich

Niejeden zdrowy

Niewinny liść.    Gdańsk – Oliwa 16.12.1980 r.

Osłodzić

Zgrzybiała ręka

Rozpala w kuchni.

W czajniku woda

Zaczyna wrzeć,

Jak w starych sercach

Przeżyte życie!

Bulgoce w kubku,

A potem w drugim,

Staruszków dwoje

Czeka…

Osłodzić Tobie?

Spytała cicho.

Kiej nie ma cukru,

Z bólem rzekł…

W pokoju zimno.

Już nie ma węgla,

Wilgocią czuć…

Przysłano rentę,

Jałmużnę raczej!

Czy nie za mało

By nią osłodzić

Życia kres?…             Gdynia 20.11.1980 r.

 

Demokracja na…

Nie pomogą referaty,

Konferencje, stos wytycznych,

Z ludźmi trzeba tak jak z bratem

Dyskutować i się liczyć!

Dość pozorów demokracji,

Kokieterii, wielkich haseł!

Efekt ich był bardzo słaby,

A nam trzeba mięsa, masła!

I swobody wypowiedzi

O tym co nas gnębi boli,

Czego pragną nasze dzieci

W podstawowej, średniej szkole!

Co chce student, inteligent,

Czego starzec sobie życzy,

A wy znowu nam dajecie

Demokrację lecz na smyczy.  Gdynia 18.11.1980 r.

 

 

Demokracja     

(Ten wiersz dedykuję Ministerstwu Sprawiedliwości RP)

Za pieniądze ksiądz się modli,

Za pieniądze lud się podli,

I nie tylko mili państwo

Nawet wszelkie inne draństwo,

I policjant, prokurator

Sędzia i każde ladaco

Co sumienie ma w kieszeni

I dba by je móc napełnić,

Byle łaski nie utracić,

I jak można się wzbogacić.

Papier przecież przyjmie wszystko,

Byle pisać składnie, czysto,

A kto winien, to nie problem

Ważne, że szef powie: „dobrze”.

Przecież każdy może przysiąc,

Że wykrętów jest aż tysiąc,

Aby widzieć, co potrzeba

Lub nie widzieć, gdy nie trzeba!

W razie czego można stwierdzić,

Że w szczegółach diabeł siedzi…

Najważniejsze jest ażeby

Przełożony się ucieszył.

Przecież ręka rękę myje,

A jak nie, to potem bije,

Za złą pracę i za wszystko,

Aż się straci stanowisko.

Niczym lwica broni małe,

Tak poddani bronią pana.

Zniszczą prawdę! Złamią prawo!

Byle dostać lepszą strawę!

Byle cieszył się minister,

Że tak idzie gładko, czysto!

Że pismaków się uciszy…

Warto więc wyciągnąć wnioski,

Że to taki układ polski.

Więc ostrzegam - wszystkim radzę

Bójcie się kochani władzy,

Ona swoje ma zasady

I z nią wygrać nie da rady.

Tylko ona wciąż ma rację,

Taką mamy demokrację!!!         Gdańsk 02.02.2009 r.

 

Pierwszy obywatel

Był taki „pierwszy obywatel”

Bratał się z całym światem.

Pożyczał od kapitalistów

Dla swego zysku.

Pomagali mu koledzy…

- Nikt z nich nie siedzi

O głodnym pysku

Za to niejeden na stanowisku

I zasłużonych broni,

A motłoch goni

Do pracy

I straszy,

Że byt narodowy…

Że odłam niezdrowy…

I ryczy także z werwą

Że im pomogą jak wejdą…

Pytacie czy by potrafili?

A bo to raz w gościach byli.       Gdynia 08.09.1981 r.

 

Czy Jaruzelski…?…?

Czy Jaruzelski to Jaruzelski?

Wielu nie wierzy i ja nie wierzę! Nie!

Bo czy ja mógłbym służyć wiernie,

Temu, co gnębił Polaków też!

Zesłał na Sybir jego rodzinę,

Zmuszał karczować prastary las.

Zwłoki ojca są gdzieś tam w mogile,

A syn żyje za to ponad stan!

Niemcy przyznały się do swych zbrodni.

Rosja do Katynia do dziś nie!

On w kraju chwalił ten system podły

I wciąż poniżał narodu cześć…

Że Jaruzelski to Jaruzelski!!!

Gdy tak pomyślę, to wierzę już!

Oportunistą się nazwał przecież,

A to wyjaśnia wszystko bez słów!

Bo taki człowiek dla swych korzyści

Powie i zrobi, co każe boss.

Przykre, że prawie Polacy wszyscy

Mylą ten wyraz z OPOREM wciąż!

Wierny do końca uczeń Stalina,

Nazwisko własne lub cudze ma!

Wielu przykładem był jak się wspinać,

A dla mnie to zdrajca, tyra, kat!!! Gdańsk 05.02.2009 r.

 

Anonimowemu redaktorowi

Jedno z pytań stale noszę:

Czy się człowiek może zmienić

Tak od razu w jednej chwili?

Kto w to wierzy moi mili?

Pijak – pić, łapówkarz – brać,

Palacz – palić, złodziej – kraść,

A plotkara obgadywać,

Bawidamek podszczypywać,

A redaktor pisać prawdę?

Czy możliwe to naprawdę,

Aby złe przyzwyczajenia

Momentalnie przerwać, zmienić?

Redaktorze Anonimie!

Ty nie jesteś wcale inny!

Już śmiesz pisać o zapłacie

Za namiastkę demokracji!

I używasz śmiało znów

Chyba nazbyt mocnych słów

Z podkreśleniem pięści, siły:

„Te plugastwa” anonimy!

„Niech im władza kres położy”

Dobrze grasz w swej starej roli!

Już chcesz przeżyć czwarty zakręt?

NIC TWE SŁOWA SĄ NIE WARTE!!!    

                    Gdynia 17.02.1980 r.

 

Aktorom… scen

Niejeden aktor, humorysta

Na scenie miota się i ciska,

Tak chciałby salę czymś poderwać,

A tu niestety czas na przerwę.

Widownia zgodnym chórem woła:

Lepszego dajcie nam aktora!

A wielu jeszcze liczy na cud!...

Daremne żale i próżny trud!...

Już nie zostanie ten bożyszczem,

Na kogo cała sala gwiżdżę

I lepiej gdyby się pośpieszył

I swym odejściem nas pocieszył! Gdynia 16.11.1980 r.

 

Strajk ostrzegawczy

Zawyły syreny w południe,

A flagi powiały ze smutkiem.

Zamarły zakłady, ulice,

Stanęli jak mur robotnicy!

Godzina powszechnej rozpaczy…

Godzina refleksji, zadumy

I każdy człek wtedy powinien

Poważnie pomyśleć: KTO WINIEN!?

Pytali „kto – kogo” niektórzy

Trzymając się twardo foteli,

Co przyszłość najbliższa im wróży?

- Wierzyłem, że postęp zwycięży!

I znowu zawyły syreny,

Chwyciły się ręce do pracy!

Słyszycie na górze, wy niemi

Na ludzkie bolączki i płace!!!         Gdynia 28.10.1980 r.

Po latach ze smutkiem dziś piszę,

Że znów były czołgi i wojsko!

Że trupy zasłały ulice!

Że los Twój tragiczny jest Polsko!!!     Gdynia 2.02.1982 r.

 

Zakończenie
1981 roku pracując jako nauczyciel w Gdyni przygotowywałem z młodzieżą program artystyczny poświęcony aktualnym wydarzeniom krajowym, z którym zamierzaliśmy dawać występy w zakładach pracy i ten wiersz miał kończyć przedstawienie. Po ogłoszeniu stanu wojennego zostałem natychmiast zwolniony z pracy i do występów nie doszło!

 

       A teraz wstańcie, bardzo proszę,

Oddamy hołd poległym tam

Przed bramą Stoczni

I na ulicach naszych miast.       (Minuta ciszy)

Dziękuję bracia! To już koniec

Nie bijcie braw!

Żądajcie sądów nad mordercami

W imieniu praw!

Żądajcie prawdy!

Swobody słów!

By „Czerwiec”, „Grudzień”

Nie wrócił znów!

Do domu idąc

Nie mówcie nic!

Lecz głowę wznieście

By godnie żyć!      Gdynia 24.02.1981r.

 

 

LEGALNE BEZPRAWIE

Cóż ryba się psuła od głowy

I choć się zmieniło już trochę,

Niestety to wiele nie dało,

Bo przecież wnętrzności zostały !!!

Gdy patrzę na ważne urzędy

NIK, prokuratury i sądy

To żal mi żyjących dziś w nędzy,

Bo los ich jest zawsze przegrany!

I wiem to najlepiej po sobie,

Gdy walczyć zacząłem o prawdę!

Matactwa jest wiele w ich słowie

I fałsz ich goreje wprost jadem!!!

Ich siła jest większa niż mafii!

Na białe wprost czarne powiedzą

I wielu z nich wszystko potrafi,

By bronić człowieka swojego.

Wskazałem tragiczne błędy

               Na Długoulicznej Bramie

Przemianowanej niestety

Na Złotą i bezzasadnie!!!

To miała być restauracja,

Rzekomo speców fachowców…

Niestety lecz ich ignorancja

Tyczyła się obcych języków!

Łaciny i niemieckiego,

Bo trza do literatury

Siąść budowniczego,

A przecież to język trudny!

Dlatego też nic dziwnego,

Że straszne zrobiono rzeczy

Fuszerką je nazwać trzeba

Bo są skandaliczne błędy!!!

               Raz rzekłem do Gawlickiego [7][8]

               By spojrzał na me ryciny,

               Że wiele zrobiono złego!

               I wygląd bramy jest inny!

I przyznał to w telewizji,

Że lepsze trza rzeźby zrobić!

I tego nie zdjęto z wizji!!!

To było w „kości niezgody” !!!

A jeszcze gwarancja trwała

Aż roku półtora - całe!

Więc można było zażądać

By całą poprawić bramę!

Nasuwa tu się pytanie:

Dlaczego nie chciano korekt?

Czy ktoś, z kimś, czymś był związany?

Czy po prostu sprawę olał?

Pieniądze w kieszeń, czy w błoto!

To znaczy, że marnotrawstwo!

Ktoś chyba dobrze zarobił!

Straciliśmy my i miasto!

Do NIK-u wię zgłosić chciałem.

Nikt ze mną rozmawiać nie chciał!

Miesiące szybko mijały,

I czas gwarancji przeleciał!!!

Nasuwa się więc pytanie:

NIK czemu nie zaczął sprawy?

Czy ktoś, z kimś, czymś był związany?

Czy chcąc/niechcąc olał sprawę?

A powiem Wam jak to było,        

Z tą niby kontrolą z NIK-u,

Bo chciałem im szczerze pomóc,

Byłoby wszystko bez krzyku!

Bym błędy wszystkie wykazał

I dokumentacją poparł!

Bym ilustracje pokazał

Do wielu źródeł bym dotarł!!!

Byłoby można poprawić,

Bez żadnych nawet nakładów,

I może winny by stracił…

Jak było? – Już opowiadam:

Raz przyszedł do mnie do domu

Ze średniej szkoły kolega

To zrobił wprost po kryjomu,

Tak jakby tajności zbierał.

Powiedział, że w NIK-u robi!

Co wiem, zapytał o bramie?

Nic nie mów, prosił, nikomu,

Żem był i pytał w tej sprawie!

Niech chwali się, pomyślałem,

Że dużo tak się nauczył!

I kopii wiele mu dałem

Bom myślał, dobru posłużą!

I z czasem mówił o SARP-ie[8][9]

No i o konserwatorze,

I w ich aktach bałaganie…

I że mi wszystko opowie!

Byśmy wzięli do kontroli

Historyka sztuki może

Lecz zrobimy to powoli     

Może tylko trochę gorzej.                            A WYSZŁO TRAGICZNIE !!!

My z ciebie nie skorzystamy,

Bo ty do nas to zgłosiłeś!

Powiedział szef: zróbmy sami,

To nie jest takie zawiłe!

Mijały dni, rzekł mi z czasem,

Bym już nie dzwonił do niego,

I rzekł: „Ja się ciebie zaprę!”

Zeszmacił się mój kolega !!!

A chciałem w tej sprawie pomóc!!!

A ten Olek tak się udał,

Że w pamięci mej zostanie,

Jako ktoś bez czci i Judasz!

I NIK mi bzdury napisał,

Że wszystko jest zgodnie z prawem

Ja nazwę to POPLECZNICTWEM

I jawnym polskim BEZPRAWIEM!

A sobie tak pomyślałem

Że w Polsce są stróże prawa…

Prokuraturze wysłałem,

Faks z zwięzłym opisem sprawy!

Zaś drugi do wojewody,

Lecz było to „groch o ścianę”.

Za to do prokuratury

Zostałem zaraz wezwany!

Straszyła mnie prokurator,

Że za fałsz w moich zeznaniach

Aż latek dwa grozi za to!

Nie boję się rzekłem: wcale!!!

I mam dla wskazania racji

Na przyszłe już przesłuchanie

Sześć tomów dokumentacji !!!

Pan będzie po to wezwany!

Wam – rzekłem - pomogę chętnie,

Znam bramę tę doskonale!

I nie znajdziecie na świecie

               Jak ja znawcy bramy wcale!!!

Nikt mej książce[9][10] nie zaprzeczył

Że coś źle jest napisane

I chcę właśnie by ten obiekt

Był w należnej jemu chwale!

                 Lecz więcej mnie nie wezwali!

                 I doszło do mnie to po latach:

                 Że NIK-iem się podpierali!

                 I to ma być DEMOKRACJA

I to było w Sejmie nawet

Na posła interpelację

Fałsz uzyskał wzniosłą rację!

I wygrało tam BEZPRAWIE !!!

Bo ręka rękę umyje!

I kłamca kłamcę wspomoże,

Choć tak się jak żmija wije,

Lecz prawdę się siłą zmorzy!!!

Książkę o tym napisałem.

Wysłałem radnym i wyżej!

Pomyśleć, że tam tak kłamią,

Co gorsze i ci na szczycie!!!

               Ze mną się bali rozmawiać!

Tak oko w oko i przy mnie!

Mnie wolą pisemnie spławiać.

Bo papier ich wszystko przyjmie!

Przeżyłem poważny wypadek

Sprawczynią była PEWNA PANI,

Policja zrobiła mnie sprawę,

By nie karać tej WAŻNEJ PANI!

Nikt ze mną nie chciał rozmawiać!

Zarzuty wpisano fałszywe!

Dziś pytam: gdzie był nadzór prawa?!

I ile ja zdrowia straciłem…

Po roku mnie uniewinniono!

Walczyłem o siebie samotnie

Lecz PANI sprawy nie zrobiono…

Bo miała chyba spec ochronie…

I szybko miesiące mijały…

Dopiero na moje żądanie

Stanęła przed sądem ta Pani

I nastąpiło ukaranie…

Szukałem więc sprawiedliwości

I wniosłem do prokuratury,

By tych niebieskich jegomości

Uczono prawa i kultury!

Lecz chyba, by ich nie ukarać,

Przesłano wniosek do RYPINA,

By poplecznictwo mogło działać

A na mnie t y ł e m się wypinać…

I szef w Rypinie szybko stwierdził:

Policjanci… ot… nie świadomie…

Podpisem to swoim potwierdził

I uznał to za zakończone.

Do sądu zaś pismo napisał

I radził mój wniosek oddalić!

Bo bliższa koszula ciału,

A prawda się przecież nie liczy!

Nie widzę dzisiaj w Polsce władzy,

Do której można się odwołać!

Wiem, że każdego można wsadzić,

I świadków się znajdzie dokoła…      Gdańsk 01.02.2009 r.

 

 

DRUGA WOJNA ŚWIATOWA

Pamiętaj: zginęło 60 000 000 ludzi!

Siej dobro i walcz z nienawiścią!

Żołnierzom Westerplatte.

Autor ksiązki, jako oficer marynarki wojennej służąc wtedy w WSMW (obecnie Akademia MW) w Gdyni, miał zaszczyt w roku 1979 w dniach 31.08 do 2.09 opiekować się Westerplatczykami, przeprowadzić z nimi szereg rozmów i poświęcił im dwa wiersze (ten i następny), które im w dniu 2.09.1979 r. zadeklamowano i podarowano.

 

Na Westerplatte – ziemi skrawek

Przybyła wtedy, z dala, z Kielc;

Ażeby Polsce przynieść sławę    

Kolejna zmiana młodych serc.

  To byłeś Ty! – To byli oni!

  Sucharski, Petzelt, Ziemba, Uss…

  Tak przywarliście do swej broni,

Że nie mógł wleźć przeklęty wróg.

Choć Szlezwik-Holsztyn zionął ogniem,

Szli ci z pasami: „Gott mit uns”[10][11],

Junkersy grały swą symfonię,

Nordycki chcąc wychwalać ród…

  Wy bez podmiany, ranni, głodni,

  Pragnący wody chociaż łyk

  I choć piętnastu Waszych padło

  Nie przestaliście szkopów bić!

Wartownie stały się bastionem,

A posterunki: „Prom”, „Wał”, „Fort”,

Mówiły twardym, celnym ogniem:

Tu POLSKA! Fryce – wara stąd!

  Krzepiła Was wrodzona miłość,

  Ojczyznę trzeba bronić, strzec!

  I wielu z Was we krwi broczyło,

  A tamci wszystką dali krew!

Bohaterowie Westerplatte!

Za śmierć i ból, za krew i pot,

Za otrzymane knutem rany

Przyjmijcie Wam należny hołd.

  Dziś Wam przysięgę Polska składa,

Od morza aż po szczyty gór,

Że dołożymy wszelkich starań

By wróg nie wrócił nigdy tu!

 

S.O.S.

Halo! Halo! Tu Westerplatte!

Dajcie nam mówić!

Dajcie nam mówić

Z całym światem!!!

Czwarta czterdzieści pięć.

Śmierć!

Wojna! WOJNA!

Milionów marsz

Na cmentarz prosto

Mąż z żoną, brat z siostrą.

Co się pchasz!

Ekspedient śmierci

Załatwia sam.

W całości, w części

Dostarcza do nieba bram

Żywego lub trupa

W dół wrzuca.

Liczy się czas,

A czas to pieniądz!

Raz! Dwa!

W kolejce stoją, leżą

W porządku, - wszystko gra!

Tu po znajomości – można przed czasem

Z dymem, z gazem

W minutę, w godzinę

Lub wejść na minę.

Indywidualnie! – Egoizm

W grupie wśród swoich…

On potrafi – daję słowo

Masowo!

Mało już setek tysięcy,

Chce więcej, więcej!

Atomem, wodorem, neutronem,

Badania nieskończone!

Szybciej, prędzej zysk pejczami gonić!

Do broni!

Niech żyje wódz!

Pierś od ust

Zabrano niemowlęciu…

I już śmierć bierze w objęcia,

Ze sobą wlecze

Hasła obosieczne.

Halo! Halo! Tu Westerplatte!

Dajcie nam mówić!

Dajcie nam mówić

Z całym światem!!!

 

Na wachcie Polski

Hel

Wygodny cel

Poskromił chęci wroga.

Wokół woda!

- Spójrz na mapę!

Luftwaffe[11][12]

I Kriegsmarine[12][13]

Ściągnęło potężną siłę,

A Hel

W morze wszedł

I zaparł się.

„Gryf”, „Mewa”, „Wicher”

W podwodną weszły ciszę.

- Pomysł padł – nie wiem skąd

„Wieże na ląd”!

I dalej walczyli razem

Strzelcy i marynarze.

Steyer dowodził

Słuchali starzy i młodzi.

Poszedł już na dno „Generał Haller”,

A on ostatni bastion

Rzeczypospolitej

Nie myślał by się poddać wcale

I odprawiał Niemców z kwitkiem

Hitler co zęby

Na Oksywiu stępił

Kazał czekać

Morzyć głodem

A Hel

Wygodny cel

Zaparł się.

Pelotka gryzła Luftwaffe

- Trzydzieści sześć trafień.

Baterie nadbrzeżne

Rozdrażniły Schleswig – Holstein i Schlesien,

Że poszły w dymie w dal

A wróg w eter słał

Wyzywając wszystkich diabłów z piekła

„Seefestung Hela”

- Twierdza Hel

Broni się!

Dwudziesty ósmy nad ranem

Depeszę przysłał Rómmel

Padła Warszawa

Szkoda było krwi.

Pod Chałupami miny wysadzono,

Po Bałtyku pływał jeszcze „Orzeł”,

„Batory” do Gotlandii skoczył

Unrug[13][14] decyzję podjął w Sopocie.

Bo amunicji i żywności już były braki

Drugi październik

Wkroczyli Niemcy

Obrońcy wszyscy poszli w lagry

A stu obrońców w ziemi i w morzu okrytych chwałą

Na wieczną wachtę w ziemi i morzu zostało.

Minęła wojna

Wróciła wolność.

Bohater Hel znów wśród swoich

Na wachcie Polski dumnie stoi.

 

Obrońcom Poczty Polskiej w Gdańsku

Jak kwiat otuchy wyrosła Poczta,

A z nią powrócił nasz orzeł biały,

W powietrzu krzyknął: tu była Polska!

Tu miała dostęp do morskich granic!

I w każdym liście, przesyłce, paczce,

Literki – polskie rodziły słowa.

Rodakom było troszeczkę raźniej,

Po polsku śmielej mówiono znowu.

A każdy poczciarz - jak ambasador –

Przemierzał godnie ulice miasta

Piechotą albo rowerem jadąc

I w nim widziano, że to szła Polska!

Nadludzi drażnił ten widok strasznie.

Polacy w Gdańsku! – Tu z nami razem!

Więc obmyślali zawczasu kaźnię

Jak strzelać, wieszać, wytruwać gazem.

Szczęśliwi wreszcie – pierwszego września

Napadli urząd jak wilki owce.

Wiercili dziury, ściągnęli działa,

Puścili chętnie by pocztę z ogniem,

Bo chcieli sukces osiągnąć prędki,

I trudno było im się pogodzić,

Że walczy garstka, połowa setki!

Gdy już minęło czternaście godzin!!!

Naczelnik wyszedł – miał białą flagę…

Wypadła z rąk mu wraz z jego życiem,

Bo człek się zatruł „kultury” jadem

Wyhodowanym pieczołowicie.

I pozostali niedługo żyli,

Bo przetrzymawszy przesłuchanie,

Październik! – piąty! i w jednej chwili

Została po nich tylko pamięć…

A kilku zwiało – nie pomógł „Ordung[14][15]”!

W produkcji mydła powstała strata…

Obrońcy Poczty! – tu stanął pomnik,

By Polskę sławić po wszystkie lata!

 

BYŁEM W LESIE KATYŃSKIM

Szereg lat mieliśmy w domu do­kumentację niemiecką, cel jej był propagan­dowy, ale zdjęcia były makabryczne. Potem lata kłamstw, że to Niemcy w 1941..., a przecież listy i wszelkie wieści urwały się w 1940. Do jakich popisów ekwilibrystycznych uciekali się prości propagandziści, aby zmienić temat (np. a w USA murzy­nów biją), a jak im się nie udawało to kłamali, kłamali, kłamali. Kiedyś sprawiłem ta­kiemu wielki kłopot zadając proste pytanie. Najpierw stwier­dziłem, że we współczesnej en­cyklopedii Polski można zna­leźć prawie każde miejsce, gdzie Niemcy zamordowali nawet paru Polaków, a w Katyniu, jak pan prelegent mówi, Niem­cy zamordowali ponad 4000 Polaków i dlaczego hasła „Katyń” nie ma w encyklopedii? Wi­docznie sens pytania dobrze zrozumiał, bo mu najpierw mowę odebrało, potem zaczął się jąkać, a potem wydukał: „widocznie przeoczono.” Ten numer powtarzałem kilka razy, a tylko raz zapytałem: co odpowie­dzieć takiemu, który raz słyszałem w czasie dyskusji zapytał i zacytowałem swoje wyżej podane pytanie. Odpowiedzi nie było...

Przyznaję, że lubiłem zadawać takie py­tania, lub coś takiego powiedzieć - mąciłem i mściłem się za nieznanego wujka i wszyst­kich pomordowanych. Raz kiedyś w mun­durze oficera marynarki byłem w Szczecinku i spotkałem kolegę - z nim szedł jakiś nieznajomy. W czasie naszej rozmowy pod­jechał zachodnioniemiecki samochód i za­pytał mnie o drogę. Wyjaśniłem. Niemiec podziękował i odjechał. Nieznajomy patrząc na mnie oburzony powiedział: „Pan się nie wstydzi? Polski oficer i mówi Pan po niemiecku?” Odparłem krótko: „Język wroga trzeba znać, dlatego władam też rosyjskim.” Gość zaniemówił...

W dniu 22.10.1980 roku w czasie poważnej narady dowództwa marynarki wojennej i aparatu politycznego, która odbywała się w Wyższej Szkole Marynarki Wojennej w Gdyni, stwier­dziłem, że „nadszedł czas, aby odkłamać historię Polski, wyjaśnić kwestię Katynia i powiedzieć, że nie Niemcy, tylko Rosjanie dokonali tam zbrodni na polskich oficerach”, błyskawicznie stałem się rencistą i znala­złem się w cywilu... Obrońcy morderców byli czujni. Pseudokoledzy bali się ze mną roz­mawiać. Polityczny trędowaty! Kiedyś jecha­łem autobusem z centrum Gdyni na Górne Oksywie. Usiadłem na wolne miejsce, a obok siedział pseudokolega, jechał do szkoły. Odwrócił się natychmiast i patrzył jak sparali­żowany przez okno... Przejechał przystanek przy szkole, gdzie powinien wysiąść, tak bał się spojrzeć mnie w oczy. Gdy nastały zmia­ny, chciał podać mi rękę i rzekł; „cześć stary” odparłem: „my się nie znamy!”

Zanim opiszę moje przeżycia z Katynia, czuję potrzebę wyjaśnienia problemu zwią­zanego z miejscowością o brzmieniu podob­nym tzn. Hatynia.

To była wspaniała dezinformacja w by­łym ZSRR i nawet u nas. Jako pilot miałem okazję przeprowadzać setki rozmów z prze­ciętnymi obywatelami Sowieckawo Sajuza, ale i z różnymi urzędnikami. Niektórzy z nich sami starali się wciągać do rozmowy stawia­jąc prowokujące pytania i mówiąc o niesym­patycznych zachowaniach naszych obywateli w czasie odpraw paszportowo-celnych. Kiedyś do takiej rozmowy wciągnęła mnie celniczka (mgr historii) pytając: „cze­mu tak nas nienawidzicie, przecież myśmy tyle dla was zrobili”. Z pytania aż krzyczała jej niewiedza. Przekonała się sama o tym po kilku moich pytaniach: Kiedy ZSRR włą­czył się do II wojny światowej? Jej odp.: „22 lipca 1941”. Co wydarzyło się w nocy z 16/17.09.1939? - brak odpowiedzi. Co to takiego „Katyń”? Odpowiedź celniczki: „Mała wioska spalona w czasie wojny przez Niem­ców. Mieszkało w niej 169 mieszkańców, zamknięto ich w stodole i podpalono. Tylko jednemu kowalowi i młodemu chłopakowi, którzy uciekli udało się przeżyć!”

Byłem w tej wiosce na Białorusi. Zrobiono tam piękny pomnik. Wykonano kominy sym­bolizujące chaty i w każdym z nich umiesz­czono mały dzwon o innym tonie dźwięku. Przy cichej smutnej muzyce uderzenie tych po kolei pojedynczych dzwonów robiło przykre refleksyjne wrażenie. Tak, ale to był „Hatyń” - po­wiedziałem do niej - a ja py­tałem o „Katyń” i wytłuma­czyłem różnicę. Przyznała, że nigdy nie słyszała tego słowa. A po iluś dalszych minutach przyznała, że jej babcia była Polką i że darzy Polaków sympatią, i że teraz będzie ro­zumieć zachowania niektó­rych naszych turystów.

Ta hatyńska dezinformacja odnosiła też sukcesy w Polsce, dzięki artykułom w gazecie „Przyjaźń”. Kiedyś na temat Katynia rozpoczął ze mną roz­mowę oficer marynarki wojennej mówiąc, że zbudowano tam piękny pomnik upamięt­niający zamordowanych Polaków. Powie­działem, że to co mówi, to są bzdury. Poczuł się urażony i stwierdził, że jego ojciec ma zdjęcie tego pomnika wyciął go z „Przyjaź­ni” i chętnie mnie udowodni, że on ma ra­cję. Pojechaliśmy do niego, było to zdjęcie Hatynia, a nie Katynia. Jego 80 letni ojciec posmutniał i powiedział: „a ja myślałem, że to Katyń, a oni wciąż tacy sami...”. Starszy pan przestał żyć w nieświadomości...

Od 1981 roku w kraju politycznie było coraz ciekawiej. Publikowano coraz więcej i prawdziwiej. Obrońcy kłamstw przeszli naj­pierw do „podziemia”, a potem zaczęli ko­laborować z prawdą.

W dniu 26.10.1989 r. otrzymałem infor­mację, że specjalny pociąg wyjedzie 29-go, czyli za trzy dni do Katynia. Natychmiast zgłosiłem się. Zbiórka była w Warszawie w holu Dworca Centralnego. Razem 420 osób.

 

To To słowo Katyń, od dziecka znałem!

To święty symbol tragedii naszej,

Tam mordowali Rosjanie naszych,

Bo tak rozkazał towarzysz Stalin!

Tak oficerów się naszych bali!

W czterdziestym roku zaczęli w kwietniu!

Wywozić z łagrów, zabijać w partiach

I zrzucać za to winę na Niemców !

I aż z piętnastu tysięcy kadry…

Tam aż ponad cztery wykończono

Po strzale z tyłu do dołów padli

Gdzieś w lesie  i  pod nocy osłoną,

Minęła wojna, płynęły lata

A nam kazano wychwalać „brata”

Właściwie przecież mordercę, kata

I żyć pod strachem ruskiego bata.

Doradcy wszędzie w rządzie i w armii!

Pachołki Moskwy rządziły Polską!

I to, co rzekli, to było ważne!

Czuli się u nas nadzwyczaj swojsko!

Dawali władzę tym, którym chcieli,

Wymienię tutaj z nazwiska paru:

Na przykład pierwszy prezydent Bierut

I Rokossowski lub Jaroszewicz

Gomułka, Ochab i Jaruzelski,

Mąż przesławny wojennego stanu,

I jeszcze dzisiaj, go broni  wielu

Za resztki, co im ze stołu dano!

Historię naszą wciąż fałszowano,

Nawet Racławic słyszeć nie chciano,

Ze mnie zrobiono aż psychopatę,

Abym w ogóle  w wojsku nie działał!

Zwolniono szybko z maleńką rentą,

I pracy nigdzie nie mogłem dostać,

Choć byłem zdrowy i chciałem jeszcze

Pracować, ale był taki rozkaz,

Żeby myślących odizolować,

Aby nie mieli wpływu na innych!

Bezsensem było o pomoc wołać

Bo wtedy człowiek  był wprost bezsilnym.

Raz spróbowałem - w stoczni był Kania

I ludzi było cztery tysiące

Wiec głos zabrałem w trakcie zebrania,

Temat ODNOWY i mnie tyczący,

Dwanaście minut, aż  przemawiałem

Z stojącej tam przed gośćmi  mównicy

W tym, że się zgadzam,  być przebadanym

         Przez lekarzy, ale z zagranicy

Czym chory, czy też władza choruje

I robi wszystko, co tylko może,

By znaleźć  jakiś sobie ratunek

A odważniejszych  zgnębić, ukorzyć!

Dziś już trochę więcej mówić można 

I podróżować po innych krajach        

Więc się wybrałem, aby hołd  złożyć

Tym, co w Katyniu zamordowano!    

Smoleńsk, autobus i Gniezdowaja.

Deszcz z nami płakał z śniegiem zmieszany!

Nad Las Katyński się przybliżała

Potężna fala chmur niskich, czarnych

Tak  jakby niebo chciało być z nami

I opłakiwać ojców i krewnych

A my idziemy wszyscy z wieńcami

Ojczyźnie naszej i bliskim wierni!

Na sfałszowanym napisie zaraz

Ktoś NKWD kartkę przyczepił,

Ażeby prawdzie dać trochę zadość

I poczuliśmy się wszyscy lepiej!

 

 

A potem Rotę las z nami śpiewał

I tak to brzmiało, jak surmy złote

Po twarzach deszcz się ze  łzami  zlewał

A echo długo śpiewało rotę.

 

Brzeziński[15][16] z nami! To było piękne!

Już nie jesteśmy bezsilni, sami

Już nasza radość i siła krzepnie

I już przyjaciół pewniejszych mamy!

Na grobach świeczki, napisy, kartki

Adresy krewnych i ich nazwiska

Wszyscy spłakani i wiekiem starsi…

Ja nie płakałem, choć byłem blisko.

Lecz wtem jak piorun lecący z nieba

Krzyczeć zaczęła siwa kobieta:

„Józek, gdzie jesteś? Ja Twoja żona

Tu przyjechałam! Ja Twoja żona”

Nie potrafiłem już nawet patrzeć!

Łzy z deszczem płynęły po mej twarzy,

A las powtarzał: „Ja Twoja żona

Tu przyjechałam!  Ja Twoja żona…” Gdańsk 18.01.1999 r

 

 

Die Baüme der Westerplatte

(Z przykrością przyznaję, że szereg lat temu znalazłem kawałek polskiej gazety z wierszem pt „Drzewa Westerplatte” bez nazwiska autora. Wiersz ten bardzo mi się spodobał, pokazywałem go wraz z zdjęciem tych drzew turystom – robił wrażenie! Dlatego też przetłumaczyłem go na język niemiecki i zawsze, gdy jestem z niemieckojęzycznymi turystami na Westerplatte, to go czytam.)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    

Hier hat der Krieg begonnen, sozusagen ganz einfacher Satz.

Hier hat die Hölle begonnen am warmen Septembertag.

Ein paar roten Pfeile auf der Karte. Ein paar Zahlen

Und die Soldaten marschieren mit einem überheblichen Lied,

Herausgerissenen aus warmen Häuser.

Aus Umarmungen von Frauen und Mütter…

Es kommen grausamen Winter und vergeblich die Oblate

Auf dem leeren, einsamen Teller warten wird…

Man hatte einen dreieckigen Brief geholt,

Also Soldat Du lebst noch… Du schreibst noch

Und anderen schreiben noch nicht mehr an ihre Mütter.

Die Bäume der Westerplatte ihre Stumpfen ragen in den Himmel

Und stehen mit Geschossen in der Brust…

Sie waren Zeugen, als die Todeshand

Euch die durch Glut erblindenden Augen zumachte…

Als ihr durch die von Wut weiße Stadt gegangen seid…

Die Mörsersplitter hatten ihre Äste umgeackert…

Diese blätterlosen Bäume Euch ohne zurauschen verabschiedeten…

Wie ein Echo umherschweift den tragischen Schuss umher,

Der die ganze Welt erschütterte.

Ihr von Rinder abgerissenen, ihr habt gesehen

Wie von hier weggegangen ist der letzte polnische Soldat

Am jenen eisernen Sommer…

Ihr verkrüppelten, guten Bäume, Bäume der Westerplatte.

  Gdynia 10.09.1986 r.

 

 

„DZIECIĘCE BUCIKI”

 

(W roku 1962 zacząłem uprawiać półzawodowo turystykę, jako pilot „Juventuru”[16][17] z językami niemieckim i rosyjskim. Ponieważ w szkole średniej uczyłem się greki, łaciny i francuskiego, więc intensywnie zacząłem się uczyć języków naszych sąsiadów głównie przy pomocy płyt i radia. Każdą wolną chwilę wykorzystywałem na żywy język radiowy. Jakiegoś dnia lub nocy słuchałem wspomnień rosyjskiego majora, który w czasie wojny walczył w oddziale partyzanckim. Opowiadanie jego tak mną wstrząsnęło, że je zapisałem wierszem…

W związku z obchodami 60 rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau (tak chyba lepiej niż Oświęcim-Brzezinka) przekazując Szanownym Czytelnikom jego treść przyznam się, że wielokrotnie go wykorzystałem mówiąc turystom: parę razy polskim pokazując im obóz szkoleniowy SS w Sachsenhausen i szereg razy turystom niemieckim w obozie Stutthof (Sztutowo).

Opowiadam go w baraku z butami. Nigdy, nie powiedziałem go lub nie opowiedziałem tego… Zawsze głos mi się łamie… łzy cisną się do oczu – nie umiem ich powstrzymać… Wytwarza się taka atmosfera, że słuchający kilka minut stoli jak wryci…, i ja wychodzę z za baraku, oni później. Milczenie jest tak głębokie, że muszę zacząć rozmawiać, aby przejść do omawiania historii i eksponatów.)

 

Wokoło walki wrzały

Grzmot dział rozrywał ciszę

A pewien oddział mały

Wziął wioskę same zgliszcza.

Jak mogli fryce wiali

Na koniach, samochodach

By uciec jak najdalej

Bo przecież życia szkoda.

O łupach zapomnieli,

Bo wielu z nich myślało

O swoim worku jelit,

By wywieźć go stąd cało.

Przed sztabem ciężarówki

Zostały pełne butów,

Dziecięce w nich sznurówki,

Niektóre nawet z drutu…

Na trzy te ciężarówki

Wskoczyli trzej żołnierze…

Chodziły po mnie mrówki,

Gdym patrzył przyznam szczerze.

Co to ma wszystko znaczyć

Wykrzyknął żołnierz jeden…

Czy to podstępny haczyk,

Buciki na lat siedem…

Przerzucał żołnierz butki…

Co widzę? – Wziął do ręki

Skrwawiony but maleńki

I zbladł, zacisnął szczęki…

Żołnierza wzięły dreszcze

I ryknął wprost: „Na Boga!”

W tym bucie była jeszcze

Dziecięca mała noga…

 

Trzydzieści pięć lat po wojnie

Jeszcze dziś nie oschły oczy

I serc wiele z bólu drży.

Choć się życie naprzód toczy.

Jeszcze dziś czerwony krzyż

Szuka żywych lub umarłych

Choć minęło tyle lat.

Komunikat: Dziecko – matki…

Żona – męża… Siostry – brat…

Gdzie on mieszka? – Gdzie mogiła?

Jeszcze dziś kondukty idą.

Śmierć roznosi wojny ślad.

 

Zapomnij o wojnie

Mówicie mi: zapomnij już o wojnie!

Już dzisiaj o tym pisać nie należy!

Dziś trzeba żyć radośnie i spokojnie

I tworzyć nowy lepszy świat i świeży.

Ja bym zapomniał gdyby nie cmentarze,

Mogiły, krzyże, napisy, nagrobki

I obok stojące płaczące twarze,

          Niestety, one tu nie robią szopki.

W pamięci bliskich oni wczoraj zmarli.

Zginęli w walce lub od kul zdradzieckich.

Czy was stać na to byście im wydarli

Wspomnienia, które żyją w nich od dziecka?

Nasz nowy świat niech idzie swoją drogą,

Tą, co współcześni teraz wytyczają.

Przeszłości oni zapomnieć nie mogą

I cześć poległym wraz ze mną oddają.

 

Ja byłem wtedy mały

Ja nie wiedziałem co to wojna,

Co to łapanki gwałty, mordy

I czym się różni noc spokojna,

Od zakłóconej przez te hordy.

Ja byłem wtedy mały…

O tym, że jako dziecię małe

Zaznałem nieraz głodu, chłodu,

I że za szafę się chowałem,

Gdy obcy ktoś do domu wchodził.

Ja byłem wtedy mały…

Wiem jeszcze, że dwóch braci miałem,

Młodszego o rok i starszego,

Lecz ich na wojnie postradałem

Dopiero dzisiaj wiem dlaczego.

Ja byłem wtedy mały…

W urywkach wspomnień coś zostało…

Zabrali ojca, krowę, świnię…

Pytali, co się gdzie schowało

I brali to, co się nawinie.

Ja byłem wtedy mały…

Po wojnie zaraz, chyba w lipcu

Na „Odzyskane” przyjechałem.

W tym domu była jedna szyba,

Gdzie z rodzicami zamieszkałem.

Ja byłem wtedy mały…

Miasteczko się zwało Hammerstein

Tu bano się chodzić po zmroku.

Wiedziałem co to „polnisches Schwein”,

Przestali mówić to w tym roku!

Ja byłem wtedy mały…

Pamiętam raz, jak wśród zgliszcz stałem,

Patrząc na gruzy na ulicach,

Ja się tych ruin bardzo bałem,

Tam były trupy w ich piwnicach.

Ja byłem wtedy mały…

„Szkop”, „kacap” – brzmiało to, niemiło,

Na dźwięk ich brały ludzi dreszcze!

I nieraz będzie się nam śniło

I ja też wspomnę kiedyś jeszcze,

Choć byłem wtedy mały…       Gdynia 03.09.1979 r.

 

Wrześniowa refleksja

Niestety

Nóż w plecy

Wbił milionem cierpień

Siedemnasty wrzesień

Bolszewizm i faszyzm

Stały się wtedy wrogiem naszym

Dwie krzyżowe drogi…

Na której było gorzej?

A co o nich wiemy,

My, którzy żyjemy!?

Znamy Auschwitz – Birkenau,

Sachsenhausen, Dachau,

Lecz mrok wciąż kryje miejsca takie

Jak Ostaszków, Starobielsk, Kozielsk, Katyń!

Milczą drogi, lochy i więzienia,

A ci co stoją „z lewa”

Miast zmienić stan rzeczy

Potrafią mścić się i prawdzie przeczyć!

Na szczęście naród pamięta:

„Kto i kiedy zakładał mu pęta”

I dziś szyderczo się śmieje

Gdy straszą go „przyjacielem”!

Czas chyba byśmy już mogli

Rozliczyć w końcu grzechy historii.      Gdynia 08.09.1981 r.

 

 

Jest trzech najważniejszych lekarzy na świecie to:

dr Dieta, dr Spokój i dr Humor!

Zatem

 

NA WESOŁO

 

Sztuka dla sztuki

Opowiem państwu jeden kawał

I moim zdaniem dość ciekawy

Co na współczesny by zakrawał

On nawet trąca pewne sławy.

Artysta plastyk w domu siedzi

Odwiedza właśnie go przyjaciel

Pytają – mówi – mnie koledzy

Dlaczego klub omijasz, bracie?

Ten rzecze: widzisz mam kłopoty

I szlag mnie trafia, mówiąc szczerze

Bo siedzę w domu dwie soboty

A z tym problemem ciągle leżę.

Raz kiedyś przyszła pewna pani

Zrobiłem jej współczesny portret

Ten, który widzisz tam przy ścianie

Zobaczysz jak go z kurzu otrę.

Prosiła mnie – tu – szmatkę moczy

Bym na zielono zrobił oczy

A ja niestety zapomniałem

Gdzie oczy jej namalowałem.

Niejeden muzyk i poeta

Swe dzieła tworzy jak ten malarz

Niektórzy mówią, że to nietakt

Że twórców tych się nie pochwala.

Kociokwik słów niezrozumiałych

Tu metafora, tam asonans

Jak u muzyków młodych, śmiałych

Na dysonansie jest dysonans.

Dziś człowiek często wiersz przeczyta

Raz jeden, nieraz nawet drugi

Zadaje sobie jedno z pytań

Czy jest zbyt trudny? – Czy za długi?

Niestety, wiersza nie rozumie!....

Sceptycznie myśli: jestem głupi?!

I nieraz smutny idzie w tłumie,

I więcej wierszy już nie kupi.

A często chciałby coś dla siebie

Co mógłby czytać i przeżywać

Pytanie stawia w swej potrzebie:

Czy oni muszą się tak zgrywać?

Ja prostak, wam współcześni powiem

Malarze, muzycy, poeci

Obrazem, dźwiękiem mówcie, słowem

By zrozumieli starzy, dzieci.

A wy nowości chcecie szukać

By imponować sobie samym

To problem dla was - „twórcza luka”

A co my prości z tego mamy?

 

Mów śmiało

Był wieczór prześliczny, spokojny, niedziela.

W gościnę Jan wybrał się do przyjaciela.

Ten żonę wziął z bardzo bogatej rodziny.

I dziś obchodzono tam jej urodziny.

Pan Jan – jak małżonkę kolegi zobaczył

To ręce dosłownie załamał z rozpaczy.

- „Jak mogłeś się z takim straszydłem ożenić!

Toć Ciebie stać było, by bardziej się cenić.

Przepraszam Twe życie mnie strachem napawa.

Ma zeza! Łysieje! Garbata! Kulawa!

- To szepnął dyskretnie koledze do ucha.

A ten rzekł: „Mów głośno, małżonka jest głucha”

.

Nigdy o rozwodzie

- Sąsiadko! – proszę powiedz mi kochana.

Bo myślę dzisiaj o tym już od rana

Wiem dobrze, ze wy z mężem źle żyjecie,

O kłótniach mówią ciągle wasze dzieci

Czy o rozwodzie pani nie myślała?

- Bo ja tak długo bym nie wytrzymała.

- A ta spuchnięta, zbita, zła i blada

Króciutko – „nigdy” – tamtej odpowiada,

- Po chwili dorzuciła mocniej, czerstwiej,

„Myślałam często, ale o morderstwie”.

 

O malowaniu

Malutki syneczek co liter nie czytał

Po pewnym poranku tatusia zapytał:

- „Dlaczego Indianie swe twarze malują?”

- Rzekł tata – „do wojny się przygotowują”.

Wieczorem syn przybiegł do taty zdyszany,

I patrzył ze strachem podobny do ściany.

„Tatusiu zwiewajmy!” – wykrzyknął te słowa,

- „Mamusia do wojny wnet będzie gotowa”.

 

Prostak i pisarz

W życiu różnie się przydarza.

Spytał prostak raz pisarza,

Co rękopis trzymał w ręku

Drżącym głosem pełnym lęku:

„Co ty robisz? – powiedz panie

- Co oznacza to bazgranie?”

- „Więc posłuchaj mnie człowiecze

Piszę książkę” – ten mu rzecze.

- Przysłuchując się tym słowom

Prostak kiwa tylko głową:

- „Nie rozumiem, - pan jest głupi.

Czyż nie łatwiej książkę kupić?”

 

Sanatorium

Sanatorium dom myślowych orgii…

I nie tylko myślowych…

Tu samotna mama lub samotny tata

Wprost na skrzydłach lata.

W domu był to człowiek chory,

Z pracy wracał przemęczony,

Tutaj elegancki, uśmiechnięty

Wrażeń pragnie coraz więcej…

W tańcu kradnie wciąż pieszczoty dłoni,

Ust muśnięcie po dojrzałej skroni…

Depcze więc na fajfach, spacerach swój smutek

Szczęśliw, że się coraz lepiej, młodziej czuje,

A wracając w swe rodzinne strony

Do swych dzieci, męża/żony

Chętnie dałby ogłoszenie: „Dom na sanatorium zmienię.”

 

Strach ma wielkie oczy

Noc, przez sen raz żona zawołała:

- „Skacz przez okno! – taksa podjechała

Mąż przyjechał! Szybciej! – jest na schodach.

Czemu jeszcze leżysz tak jak kłoda!”

- Cóż niestety strach ma wielkie oczy

- Mąż zbudzony – z łóżka w mig wyskoczył

Przykra rzecz! – Wiać trzeba, więc „dał chodu”

- Ze swojego domu do ogrodu.

Tylko jedno szczęście ich spotkało,

Że to nie na piętrze gdzieś się działo!

 

Był maj…

Był maj,

Ciepły wieczór,

Las i mech…

Rzekła niech!

Nadeszła noc

I wrażeń moc!

Księżyc po niebie szedł,

W końcu zaszedł – ona też!

To był prolog,

A epilog

Ginekolog.

 

Zbyt krótko się znamy

W przedziale jedzie chłopak i dziewczyna.

Za chwilę on uśmiechać się zaczyna.

I do rozmowy bardzo prowokuje

Piosenki śpiewa oraz dowcipkuje.

Po jakimś czasie, może po godzinie

Na nodze kładzie rękę swą dziewczynie

Zaś ta natychmiast zareagowała

I oburzona tak go zapytała

Czy mógłby pan powiedzieć drogi panie,

Czy musi pan kłaść rękę na kolanie?

Przepraszam chłopak rzekł uradowany

Sądziłem, że my się za krótko znamy.

 

Pies i tata

Skończył mi się zeszyt mamo

Dużo pisać nam zadano

Pójdę i go sobie kupię.

Synu drogi, czyś ty głupi

Spójrz za okno, mama rzekła

Przecież leje deszcz jak z cebra

To psa z domu żal wypędzić,

Przecież mógłbyś się przeziębić.

W tę pogodę Boga bój się

Zostań w domu! Tatuś pójdzie.

 

Uśmiechnij się

Uśmiechnij się! – z uśmiechem ci do twarzy,

Zawsze, nawet wtedy gdy kartofle prażysz

Lub jakiemuś gościowi herbatę parzysz.

Uśmiechnij się gdy o swoim szczęściu marzysz

Lub o kimś miłym, kogo sympatią darzysz.

Uśmiechnij się też gdy zobaczysz grabarzy

Wiesz, ze w ich pracy uśmiech rzadko się zdarzy.

Lecz zrób to – proszę - bez żadnych kamuflaży

Śmiej się też do latających dziennikarzy

I ich udanych lub słabych reportaży.

Uśmiechnij się do kucharek i kucharzy

To nic, że im się nieraz coś źle usmaży.

Pamiętaj, że z uśmiechem jest ci do twarzy.

Jeśli w księgarni widzisz rząd kałamarzy

Lub słyszysz wokół siebie makaroniarzy

Lub jak zawsze pijących piwo malarzy,

Zatrzymaj się! – to nic, że słońce praży.

Bądź właśnie kimś pierwszym, który się odważy.

Uśmiechnij się. Nawet gdy kilogram jarzyn

Ekspedientka ci z wielką niechęcią waży.

Lub jeśli przypadkiem się czymś w domu sparzysz

Czy też ci się coś pechowego przydarzy

To zdobądź się wtedy na uśmiech na twarzy.

Nie zwracaj wcale uwagi na snobiarzy

Starych ciotek – dewotek lub pantoflarzy.

Uśmiechnij się! Z uśmiechem jest ci do twarzy!  

 

Uśmiechnij się, to przecież nie kosztuje

Uśmiechnij się, to przecież nie kosztuje.

Do kogo chcesz – uśmiechnij się kochanie.

Uśmiechy lubi tata, mama, wujek,

Dziecina, młody człowiek, starsza pani.

I każdy z nas uśmiechów chciałby wiele:

Kominiarz, murarz, piekarz, złotnik, śpiewak.

I nasi bliscy i nieprzyjaciele,

I nawet kelner, który wódkę zlewa,

A później ją sprzedaje innym gościom,

Za miły uśmiechom też Ci podziękuje.

Przestanie na cię patrzeć już ze złością

I lepszą wódką ciebie poczęstuje.

 

…W przyszłości

Zobaczyłem Cię w ogrodzie

Pośród dużych pięknych róż

Szłaś tak lekko swobodnie

Jakby któreś z greckich bóstw.

Serce pchało mnie do Ciebie.

Całowałem Twoją dłoń

Czułem się jakbym był w niebie

Słońce Ty i kwiatów woń,

Lecz wtem myśl mnie przeraziła

Spać nie daje wcale mi

Że i w Tobie moja miła

Coś z teściowej przyszłej tkwi.

 

Wizyta i wizytacja

Raz kiedyś tatusia syneczek zapytał:

Co znaczy wizytacja, a co wizyta?

A tatuś skorzystał z takiego przykładu

Tak żeby nie było zbędnego wykładu.

Posłuchaj! – Jak my do babuni jedziemy

To wyjazd na pewno wizytą nazwiemy.

A jeśli babunia się u nas pojawi

I mamie, bez przerwy kazanie wciąż prawi

Że tu jest niedobrze, a tam jeszcze gorzej

I będzie wzdychała bez przerwy mój Boże

I wszystko to będzie niestety bez racji

To jest najlepszy przykład wizytacji.

 

Wyrozumiałość

Wieczorem na stancji w pokoju u Kloni

Znienacka dość głośno telefon zadzwonił.

Atrament jej wypadł, zrobiła się plama.

Słuchawkę podniosła, dzwoniła jej mama.

Dziewczyna na ogół i skromna i płocha

Krzyknęła: „mamusiu”! – pan Marian mnie kocha!

A mama: „przepraszam” córeczko kochana,

Spróbuję do Ciebie dodzwonić się z rana.

 

Cie choroba

Raz kiedyś Cyrankiewicz[17][18] ganił Ofierskiego[18][19]:

Że często mówi za dużo i nie na temat

Nie mieszaj się Pan do polityki Kolego!

Bo może się zrodzić przykry bardzo dylemat!

Od polityki ja jestem – rzekł surowo,

A Pan niechaj się zajmie najlepiej humorem!

I proponuję: zawrzyjmy taką umowę.

No, ale bardzo uczciwie tak na sto procent!

W przypływie łaski zaprosił gościa w swe progi,

Pokazał salony i parę złotych pater,

A gdy koniaki stworzyły już nastrój błogi

Rzekł: i tak chcemy, by miał każdy obywatel!

Ofierski nie wytrzymał, lecz rzekł to pomału

Bez najmniejszych złośliwości, ani przytyków:

„Cie choroba - przecież ja jestem, od kawałów,

A zgodnie z umową Pan jest od polityki!”

 

Ochrona środowiska

Z ubioru kulturalna pani, pan,

A właściwie…. Zresztą powiem Wam.

Stoi, czeka na przystanku

Paląc papierosy z gracją.

Rzuca pety, zapałki na ziemię

Chociaż do kosza ma dwa, trzy kroki!

I tak palaczy plemię

Powiększa się z każdym rokiem.

Czyli na hasło: Ochrona środowiska!

Odzew: Wszędzie się pety ciska.

I pali, kopci, choć są zakazy

Ponieważ wszystkim uchodzi płazem!

Dziś pali ojciec i pali matka,

Z tarczami na ręku młodzieży grupa!

Dziś nawet pali klozetowa babcia

I mały brzdąc co mówi „kulwa”.

A gdyby tak mandacik za złotych dziesięć!

Raz jeden, drugi, trzeci!

Myślę, że byłby jakiś efekt,

Nie byłoby, aż tyle śmieci!

Niestety, dziś się nic nie zmieni!

Gotów dać jestem za to głowę

Bo tak samo przecież śmiecą

Nawet nasi mundurowi!…        Gdańsk – Oliwa 03.12.1979 r.

 

 

W  WOJSKU

Do woja marsz! Nie każdemu się uśmiecha, ale tutaj tak!

 

Maminsynek

Raz na żołnierzu widząc tylko gacie

Spytał major: „gdzie wy mundur macie?”

A żołnierz odparł tak na to pytanie

- „Przedwczoraj wysłałem go mojej mamie”.

- „Co mówicie? Proszę o wyjaśnienie!”

- A chłopak słysząc ostre głosu brzmienie

Stał nieruchomo, aż ręce mu drżały

- „Guziki – mi wszystkie się oberwały

Koledzy moi nawet to widzieli

Lecz mi pomóc, przyszyć, to nie chcieli.

Cóż w takiej sytuacji zrobić miałem.

Włożyłem go do paczki i wysłałem.

 

Właśnie dlatego…

Generał, pułkownik, kapitan rozmawia

Na stole przed nimi butelka i kawa.

Po latach trzydziestu się dzisiaj spotkali

- Na wojnie, w okopie się kiedyś poznali.

I każdy coś mówi, kolegów wspomina

Już druga butelka się kończyć zaczyna.

Wesoło przy stole, jedzenia do syta

Rozmawia generał, pułkownik, kapitan.

Ostatni zanucił wojskową piosenkę.

Generał złocisty długopis wziął w rękę.

Potrząsnął nim dwakroć, przystawił do ucha.

Wrażenie stwarzając, że czegoś tam słucha.

A potem powiedział: „Ciekawe! – bulgocze!”

Pułkownik w młodości zapaśnik i skoczek.

Popatrzył i też rzekł: „Bulgocze! – doprawdy!”

Kapitan co zawsze chciał bliski być prawdy.

Wziął także długopis, popatrzył, poruszył

I widać wyraźnie usłyszeć się zmuszał.

Lecz w końcu powiedział „głupoty gadacie

Tu nie bulgocze, a wy mi wmawiacie”.

- Pułkownik po chwili powiedział do niego

„Ten stopień kapitan masz właśnie dlatego!”

 

Pułkownik…

Powiedzcie – rzekł kapitan

- Maturę macie i jesteście zdrowy.

Co jest przyczyną, że wy tak pijecie?

Czy sprawy sobie z tego nie zdajecie.

Że wy kapralem byście już zostali,

Gdybyście wódki tak wiele nie chlali.

Dla mnie słabe argumentowanie,

Niech pan zrozumie panie kapitanie

Awansu tego ja nie żałuję,

Bo popiwszy pułkownikiem się czuję.

 

Szeregowiec i major

Na wąskiej kładce nad błotnista strugą

Otyły major stoi już dość długo.

Po jakimś czasie podszedł szeregowy

Po twarzy widać chłopak czerstwy, zdrowy.

Zobaczył majora, zasalutował.

I jak potrafił prośbę swą meldował:

„Obywatele – mówi – majorowie

- I coraz bardziej kręci mu się w głowie –

O pppozwolenie ppprzejścia chciałbym ppprosić”

I znów do daszka rękę swą podnosi.

A major na żołnierza rzucił wzrokiem

Rzekł: „Idźcie szeregowcy wolnym krokiem

Lecz pojedynczo, rozkazuję!

Bo kładka słaba jest i się popsuje.

 

Tata

Do pewnej jednostki generał przyjechał

Dla jednych to smutne dla drugich uciecha.

Na zbiórce zebranych żołnierzy powitał

I chętny do rozmów jednego zapytał:

- „No mów jak się czujesz syneczku kochany”

A ten jak usłyszał to uradowany

Podskoczył i chwycił staruszka za szyję

O jakże się cieszę, że Tato ty żyjesz.

Mamusia z radości to będzie płakała,

Bo ona dwadzieścia lat ciebie szukała.

 

Sprzedawca owoców

Wyszedł major, - witać nowych chce żołnierzy.

Patrzy i dosłownie oczom swym nie wierzy.

W pierwszym rzędzie stoją chłopcy jak ułani

Tak jak to się śpiewa:”sami malowani”.

Patrzy dłużej, dostrzegł, że tam z tyłu stali

Wystraszeni, wątli, chudzi – wszyscy mali.

Co to ma oznaczać panie plutonowy

Chce pan tu wprowadzać regulamin nowy!

A ten odpowiedział majorowi w locie

- Ja sklep miałem – sprzedawałem w nim owoce.

 

Ordery

Parada, generał strofuje majora:

„Jak mam to rozumieć do jasnej cholery

Ja przecież na zbiórce mówiłem przedwczoraj,

Że każdy oficer ma przypiąć ordery!”

 

„O Jezus Maryja!” – ten woła zmartwiony

Jak mogłem zapomnieć i głos mu się łamie

I widać wyraźnie, że jest przerażony

Przepraszam, ordery ja mam na piżamie.

 

Czczcztery

Do spadochroniarzy instruktor powiedział

Uwaga powtarzam, by każdy to wiedział

Dziś skok z opóźnionym otwarciem ćwiczymy

A zatem po skoku do ośmiu liczymy

I potem spadochron swój uruchamiamy.

Ja myślę, że każdy jest przygotowany.

Na placu czekają: dowódca i lekarz,

Są nosze, bandaże, gips i aptekarz.

A w grupie ćwiczących był jeden jąkała

Po skoku coś bardzo przykrego się stało

Spadochron jąkały nie został otwarty

W tej grupie – w tym roku przypadek to czwarty.

Samochód już pędzi w kierunku jąkały

Na szczęście on trafił w stóg siana – był cały

Dowódca do niego natychmiast podskoczył

Ten leży na sianie zamknięte ma oczy.

Co z tobą się stało? – Do jasnej cholery?

Jąkała bełkotał bez przerwy: „czczcztery”.

 

A oni…

Czterdziesty czwarty. Berlin. Szkoła.

Do odpowiedzi! – Pan zawołał.

Choć było wielu ochotników

Nie spojrzał nawet na tych smyków.

Lecz wybrał sobie wpierw innego.

Zadanie brzmiało tak dla niego:

„No proszę odmień mi – uciekać”

I uczeń zaczął by nie zwlekać

„Uciekam, ty uciekasz…” Scheller (1)

- Zadźwięczał głos nauczyciela.

A ten biedaczek drżąco stoi

I plącze się, bo się boi.

On ucieka, my uciekamy

Wy uciekacie”…- No czekamy

Dwa słowa jeszcze Ci brakują!

A oni… - „Oni atakują!”   

(1) Czyt. – sznela (szybciej)

 

 

TEKSTY PIOSENEK:

 

(Gdy przestałem grać w zespole i grywałem sam, brakowało mi wielu tekstów do znanych szlagierów. Ponieważ nie miałem nieraz możliwości by je znaleźć, zacząłem je pisać sam lub dokonywać przekładów z innych języków. Oto niektóre z nic.)

 

W wielkim mieście
(Przekład tekstu rosyjskiej piosenki „В шумном городе”, autor tekstu NN)

W wielkim mieście poznaliśmy wiosną się

Po ulicach chodziliśmy w noc i w dzień

Sprzeczaliśmy się jak dzieci

Rozchodziliśmy się przecież

I wracali potem znów.

W wielkim mieście poznaliśmy wiosną się

Chodziliśmy, aż nas witał nowy dzień

Zorza gwiazdy pogasiła

A nam nocy nie starczyło

I tak często brakło słów.

W sercu moim zawsze mam

Tamten dzień, tamten czas

Widzę oczu Twoich blask

Tak jak tam pierwszy raz.

Chcę uciekać lecz naprzeciw

Wieje miły, rześki wiatr

Nie wiem co mam z sobą począć

A on śpiewa piosnkę tę.

Więc co zrobić z tym spotkaniem – nie chcę iść!

Myślę o tym, przyznam szczerze nie od dziś,

Bo podobne jest do drugich

Lecz me serce do mnie mówi:

„Nic nie zwlekaj, zaraz idź!”

 

Dziadziusiowa bajka

Dzień już ucieka i noc już zapada

Z pokoju słychać cichutki głos

To pewnie dziaduś tam coś opowiada

Pewnie dziateczkom coś nuci do snu.

Oczęta powoli się zamykają

Buzie w poduszki wtulają się

A dziaduś już śpiewa kolejną z bajek

Rad bardzo, że dziatki słuchają go.

Z radością dziateczki usnęły sobie.

W fotelu dziadkowi wygodnie jest

I jeszcze coś słychać, że podśpiewuje sobie

Choć słowa dziadkowi mylą się.

Zmęczone dziateczki usnęły szybko

Niestety w fotelu dziadunio też.

Dziadkowie przy wnukach nie palcie fajki

Lepiej bajeczek nauczcie się.

Ole! Ole! Ole!
(Słowa do mojej muzyki nagrodzonej na konkursie kompozycji i poezji na wydziale Muzyki i Śpiewu SN-u w Słupsku w 1981 r.)

Cowboy już wyruszył świat,

Na mustangu swoim gna,

Tylko wokół świszcze wiatr,

A on na gitarze gra.

Refren: Ole czasem śpiewa sobie tak,

A koń mu wybija takt.

Ole smutna jest melodia ta

Takie życie cowboy ma.

Ole świszcze wiatr,

Ole szumie knieje,

A cowboy jedzie w świat

A wiatr szumi wieje.

Dźwięk gitary zaginął,

Tylko słychać słaby rytm,

Cowboy prerię już minął,

Tylko słychać kopyt zgrzyt.

Refren: Ole pieśń tę tylko niesie wiatr,

Miota ją wśród traw i gór.

Ole pieśń samotnie leci w świat,

Tylko ją powtarza bór.

Ole świszcze wiatr,

Ole szumie knieje,

A cowboy jedzie w świat

A wiatr szumi wieje.

 

Uśmiechnij się! Z uśmiechem Ci do twarzy!

(Słowa do mojej muzyki na spotkania dla emerytów „Domu Kolejarza” w Gdyni – 1982 r.)

Nie wiesz niekiedy, co zrobić z czasem.

Patrzysz na zegar zatrzymał się.

Pomyśl spotkamy się tutaj razem

I ta myśl zaraz ożywi Cię!

Skromnie weźmiemy sobie herbatkę.

Ty może ciastko przyniesiesz mi.

Ja powiem kawał albo zagadkę

I patrząc w oczy podpowiem Ci!

Refren: Uśmiechnij się! Z uśmiechem Ci do twarzy!

Uśmiechnij się! O szczęściu zawsze śnij!

Uśmiechnij się! Będziemy tańczyć gwarzyć!

Uśmiechnij się! z uśmiechem lepiej żyć!

Zobacz jak mile czas wspólnie płynie.

Nasze piosenki wciąż miłe są!

Tu na loterii można coś wygrać

I śmiać się można z kawałów w głos!

A przecież tego nam w życiu trzeba!

Z uśmiechów przecież jest szczęścia nić!

Zatem z decyzją wcale nie zwlekaj

I na nasz program z uśmiechem przyjdź!

Refren:

Uśmiechnij się! Z uśmiechem Ci do twarzy!

 

A ja pragnę Ciebie miła.

Jedni lubią rybki, karty

Polowania, piłkę, boks

Zabiegają wciąż uparcie

By sukcesów zdobyć moc.

Ludzie różne mają hobby

I zwyczaje dobre złe

Kombinacje i sposoby

Że człowieka bierze śmiech.

Refren:

A ja pragnę Ciebie miła

Twoich dłoni, Twoich ust.

Wiedz bez Ciebie każda chwila

Jest jak echo pustych słów.

Z Tobą lżej mi, jest mi błogo!

Lubię ciszę, słońce, dom,

Chętnie wracam w jego progi!

Kocham Ciebie, czułość Twą.

Wielu walczy o karierę

Choć po trupach chce się piąć

Angażują więc niedzielę,

By fortunę tworzyć swą.

Uzasadnień mają mnóstwo

Po południu macie czas!

A przekonać jest ich trudno

Proszę wierzcie, mówię wam.

Refren:

A ja pragnę Ciebie miła…. 

Niech znaczenia żądni walczą

Pchają się łokciami w przód.

Szkoda tylko, bo nierzadko

Sukces ich pochłania grób.

Nie chcę siedzieć „po godzinach”

I pracować niczym wół!

Ja się nie chcę nigdzie wspinać

Ani spadać potem w dół.

Refren:

A ja pragnę Ciebie miła…. 

Kaszubska pieśń Bożenarodzeniowa.*
(Tekst niemiecki:Werner Bergengruen)

Gdybyś Ty Dziecino na Kaszubach,

Gdybyś Ty tu u nas się narodził!

To nie musiałbyś na sianie leżeć,

Tylko w miłej ciepłej pierzyneczce.

Nigdy byś nie leżał u nas w stajni,

Tylko w łóżku przy ciepłym piecyku

I ksiądz proboszcz zaraz by przyleciał,

Aby uczcić Ciebie i Maryję.

A jak byśmy pięknie Cię ubrali!

Na główeczkę czapkę z owczej skóry,

Płaszcz niebieski z kaszubskiego sukna,

Ze szlajfkami i podszyty futrem.

I paseczek piękny też byś dostał,

A na nóżki czerwone buciki,

Mocne, ślicznie udekorowane!

Dziecino, jak byśmy Cię ubrali!

A jak byśmy Ciebie tu karmili!

Wcześnie rano biały chlebek z masłem,

Słodki miodek, mięsko uduszone,

Na obiadek kaszkę z żółtym sosem.

Z imbirem flaczki, kawałeczek kaczki,

Kęs kiełbasy, złote naleśniczki

I kuflami nasze piwo z Pucka!

Och jak chętnie byśmy Cię karmili!

Nasze serca byśmy Ci oddali!

Coraz bardziej wierni Tobie byli!

Na kolanach pokłon Ci składali,

I o Twym Królestwie wciąż marzyli!

Nigdy ogień domów by nie palił!

Nikt nikogo nie bił, nikt nie płakał!

Gdybyś Ty Dziecino na Kaszubach,

Gdybyś Ty tu u nas się narodził!

 

*Kaschubisches Weihnachtslied (Kaszubska Kolęda). Sądzilem, że autorem jej jest Niemiec, który najprawdopodobniej przed wojną zamieszkiwał na terenie Kaszub. Mimo, iż posiadam kilkadziesiąt śpiewników niemieckich (w tym też kościelnych) nigdzie nie znalazłem tego tekstu, a tym bardziej nut. Tekst ten znalazłem w Danziger Hauskalender (Gdański Kalendarz Domowy). Język oryginału wiersza (dziesięciozgłoskowiec, bez rymów) jest współczesny, dlatego sądziłem, że mógł powstać w latach 50 – 60 dwudziestego wieku. Po opublikowaniu go w grudniu 2004 roku w „Naszym Gdańsku” zgłosiła się osoba, która posiadała podobny tekst polski wydrukowany w latach 30 XX wieku, czyli: Bergengruen nie napisał go, tylko przetłumaczył na język niemiecki, a ja ponownie na język polski. Przekład umieściłem w zbiorku, ponieważ jest wierny polskiemu oryginałowi, ciekawy i na ogół nieznany!

 

Kiedy ucicha wiatr…

Kiedy ucicha wiatr, kiedy zapada zmierzch,

Wtedy miliony gwiazd prostu bawią się!

Mrugają tu i tam, marzeniom dają żyć,

A księżyc patrzy rad i świeci blaskiem swym!

Refren: Dla zakochanych par, co znają tylko noc,

Wtuleni patrzą w twarz i szczęście swe

Z gwiazd wywróżyć chcą!

Szczęśliwie w rytmie serc, czule całują się,

Radośnie szepcząc Kocham Cię!

Jeżeli ktoś jest sam, niech idzie w taką noc,

Poszukać pośród gwiazd wybraną gwiazdkę swą!

Bo ona w taką noc, podpowie mu jak żyć,

By kochać, kochać wciąż i by kochanym być!

Refren: Dla zakochanych par…

 

Powiedz Wietrze mi

Powiedz Wietrze mi,

Dlaczego dziś

Tak smutno mi?

Czemu ciszy tekst jej głębi sens

Przeraża mnie.

Jeśli możesz mów choć kilka słów

Albo coś zrób!

Bym się nie czuł sam,

Ty przecież znasz

Wprost cały świat!

Refren:

Wiec proszę pomóż mi i otrzyj me łzy,

A potem powiedz gdzie

Moje szczęście ukryło się

I jak odnaleźć je mam… proszę cię.

Spełnij prośby ma,

Ja przecież tak niewiele chcę.

Pomóż Wietrze mi

Bym mógł od dziś

Szczęśliwym być!

 

Symfonia Miłości

Gdy dzień i noc przemija Ci jak iskry blask,

Gdy ust i słów najczulszych jest Ci ciągle brak.

Refr.

To wiedz, że to miłość najprawdziwsza, wytęskniona!

Ta z Twych częstych snów, kolorowych snów,

Zatem teraz swoje serce oddaj jej!

2.Gdy pragniesz słać uśmiechy swe jak kwiaty woń,

Gdy szczęścia łyk odstąpić chcesz jak dobry los.

Refr.

3. Gdy ból i lęk ukoić chcesz jak dziecka płacz,

Gdy trud i znój dla Ciebie ma rozkoszy smak.

 

Każdy, kto kochał…

(Tekst do utworu „Romance de amore” V. Gomeza)

Każdy, kto kochał, ten przeżył na pewno

Raz radość, raz smutek na zmianę kolejno

Ten wie, co to łez smak i co to czekanie,

Gdy czas stoi w miejscu jak kamień.

Ten chętnie popchnąłby wszystkie zegary

I połączył swe serce razem

Z tym, które uwielbia i o którym marzy,

Któremu by nawet i nieba część dał.

Więc to zrozumcie, że głos mu się łamie

I to, że tak smutno brzmią dźwięki gitary

Lecz jak tu się cieszyć, gdy gryzie samotność

I czas stoi w miejscu jak kamień.

Einmal wenn schaue ich
(A oto krótki tekst, który napisałem po niemiecku i potem 3 lata nie mogłem go tak pięknie przetłumaczyć na polski – w końcu przetłumaczyłem – jest to następny wiersz.)

Einmal wenn schaue ich durch das Fenster

Seh´ ich wie der Herbst, schnell zu uns kommt.

Einmal es regnet, oder scheint Sonne

Die Blätter fallen, weil der Wind weht.

  Dann Gedanken mir, verwirren Sinn

  Fühl ich mich allein und ich brauche Dich!

  Dann ich möchte laufen ganz geschwind

Um Dich zu sehn, bei Dir zu sein:

 

Czasem gdy patrzę

Czasem, gdy patrzę w dal poprzez okno,

Widzę jak jesień, przybliża się.

Czasem deszcz pada lub świeci słońce

Z drzew lecą liście, bo rwie je wiatr.

  Wtedy myśli me, wprost kłębią się

  Ciebie mi brak w miejscu stoi czas!

Wtedy mógłbym nawet biec pod wiatr,

By z Tobą być miła ma!

 

Gdybym kochanie mógł     
(Tekst do utworu instrumentalnego „Charade”)

Wstęp: Proszę Cię posłuchaj,

Sercem będę śpiewał,

Bo dla Ciebie jest ta pieśń:

1. Gdybym Kochanie mógł, to zawsze bym, Ci śpiewał,

Tę cudną pieśń, miłosną pieśń, tak pełną tkliwych słów.

Refr.

Ach szkoda, że marzenia me nie spełnią się!

Więc przyjmij choć płynący z głębi serca śpiew.

2. Gdybym Kochanie mógł, to bym Ci podarował,

Księżyca blask, szum morskich fal i ptaków czuły śpiew!

Refr.

Jeśliś sama jest…      (To przekład do tekstu „Du bist nich allein”, autor NN)

Jeśliś sama jest, jeśli marzysz wieczorem,

Jeśliś sama jest, jeśli śnisz o miłości…

Wiedz, że tysiące serc jest stroskanych tak jak Ty

I one także często mają miłosne sny, o wierz mi.

 

Jeśliś sama jest jeśli marzysz wieczorem,

Jeśliś sama jest, jeśli śnisz o miłości,

Wiedz, że ja także marzę zupełnie tak jak Ty.

Kochanie nie bądź sama nie, do mnie przyjdź razem śnić!

 

Przez szare miasto…
(To przekład do niemieckiego tekstu „Grau zieht der Nebel” – autor NN)

Przez szare miasto ciągnie coraz gęstsza mgła.

Ty już odeszłaś, ja zostałem tutaj sam.

Światła latarń lecą poprzez smutne drzewa,

A mgła mi nie daje, myśli mych pozbierać

Refr.

Wszystkie noce, dnie, jak wieczność ciągną się.

A ja ciągle czekam, choć wiem, że Cię już nie ma.

La la… U, u…

Niech mgła już opadnie, może znajdę Cię łatwiej.

2. Przez szare miasto ciągnie coraz gęstsza mgła.

Ty już odeszłaś, ja zostałem tutaj sam.

Gdybym o tym wiedział, czemu giniesz w tłumie

To bym Ci powiedział, że Ciebie rozumiem…

 

Ty jesteś Skarbem mym
(To tekst do utworu „You are my destinee” – Franka Sinatry)

1. Ty jesteś Skarbem mym, dla Ciebie warto żyć!

Przy Tobie każdy dzień ma zawsze sens!

Refr. Patrz jak przemija czas, więc nie marnujmy go!

By szczęściu szansę dać, by lepszym był przyszły los!

2. Zatańczmy w rytmie serc, wsłuchani w tkliwość słów!

Kochanie tuląc się o szczęściu mów!

Refr. Patrz jak przemija czas, więc nie marnujmy go!

By szczęściu szansę dać, by lepszym był przyszły los!

Fine:

Ty jesteś Skarbem mym, dla Ciebie warto żyć!

Przy Tobie każdy dzień ma zawsze sens!

 

Śpiewaj proszę

Śpiewaj proszę, śpiewaj miła,

O miłości śpiewaj pieśń!

Śpiewaj proszę, śpiewaj miła,

Ja Cię kocham i Twój śpiew.

Refr.    Bo kiedy śpiewasz wszystko w krąg pięknieje

  Że nawet cienie jakby słońcem lśnią.

  Ból wprost ustaje, a smutek się śmieje

  I ze wsząd słyszę kochaj ją!

Nawet czasem gdy Ci smutno,

Choć po cichu śpiewaj też.

Licz, że przyjdzie lepsze jutro,

Ja Cię kocham i Twój śpiew.

Refr. Bo kiedy…

Patrz jak wszystko barw nabiera

Kolorowy śnimy sen.

I że coraz bardziej teraz

Ja Cię kocham i Twój śpiew.

Refr. Bo kiedy…

Jak czas w życiu pięknie płynie,

Kiedy człowiek kocha się!

Daj mi Skarbie ust i wina

Ja Cię kocham i Twój śpiew.

Refr. Bo kiedy…

 

Dzisiaj moje życie     

Tekst do melodii „Comment ça”)

Dzisiaj moje życie jest w kolorach gwiazd!

Ja bez przerwy marzę, kocham cały świat,

A Twoich pieszczot jedna chwila

Nastraja tak cudownie mnie,

Że z ust Twych słodki szampan piję,

Bo tak kocham Cię!

Refr. Comment ça va, comme si (3x), comme ça

  Czy przyjdziesz do mnie jutro znów

  I dasz mi Twych kochanych ust.

  Comment ça va, comme si (3x), comme ça

  Tak bardzo pragnę widzieć Cię,

Że nocą tylko Ciebie śnię!

Dzisiaj moje życie ma tysiące barw,

Księżyc jest mi słońcem,

Kocham cały świat!

Dziś dla mnie nie istnieje nawet żaden cień

Dzisiaj wciąż się śmieję,

Bo tak kocham Cię!

Refr. Comment ça va, comme si (3x), comme ça

  Czy przyjdziesz do mnie jutro znów

  I dasz mi Twych kochanych ust.

  Comment ça va, comme si (3x), comme ça

  Tak bardzo pragnę widzieć Cię,

Że nocą tylko Ciebie śnię!

  I marzę wciąż o chwili o naszym sam na sam,

Ażeby czas umilić śpiewam sobie tak.

Comment ça va, comme si (3x), comme ça

  Czy przyjdziesz do mnie jutro znów

  I dasz mi Twych kochanych ust.

  Comment ça va, comme si (3x), comme ça

  Tak bardzo pragnę widzieć Cię,

Że nocą tylko Ciebie śnię!

 

Luli synku

Luli synku uśnij mama cię utuli

Przykryje cię ukołysze i pieśń ci zaśpiewa.

A …..(wokaliza)

Śpij syneczku drogi! Śpij na moim sercu

Dzień się kończy noc nastaje

Niebo gwiazdy pali.

Morze cichnie, wiatr ustaje

Księżyc płynie marząc.

Śpij syneczku śpij.

Śpij najdroższy synku do samego rana,

A jak jutro rano wstaniesz słońce cię przywita.

A …….( wokaliza)

Po kąpieli się ubierzesz, pokoik posprzątasz!

Zjesz śniadanko i pobiegasz sobie po podwórku,

Albo razem pojedziemy na plażę nad morze.

Śpij syneczku mój.

 

Cisza

Tara tarara ktoś cicho gra…

Wśród gór słychać głos, przepiękny głos…

To trąbka gra.

A echo go roznosi już i wzdłuż i w szerz…

Znikł ptaków śpiew,

Nie słychać rzek,

Bo ciszę ktoś na trąbce gra.

Tarara tarara wśród skał pól i łąk

Tarara tarara rozlega się w krąg

Tarara tarara wśród skał pól i łąk

Tarara tarara to teraz już ech gra.

 

To mój mały świat

1. Słońce, kwiaty, wina nawet łyk.

Czułe do mnie przytulona ty.

Morza brzeg w mej dłoni twoja dłoń

Czuję się tak jak milioner wprost.

Ze mną idź - wejdź w mój świat

On jest miła nieba wart.

Refr. (bis)

To mój mały cichy świat,

Wolny jest od trosk i bólu

I w nim moja miła ma

Szczęście znajdziesz wiedz bez trudu.

2. Dziś ci dam bukiecik pięknych róż,

Bo już wiem, że miłość jest tuż tuż.

A twój uśmiech wprost mi mówi, że

Moje życie znów zaczyna się.

Ze mną idź - wejdź w mój świat

On jest miła nieba wart.

Refr. (bis)

 

Kto się bawi

Kto się bawi na zabawie tak jak my?

Myśli jak tu zdobyć pana (panią) tak jak my?

Jak popieścić, pocałować tak jak my?

Tamto odkryć, a to schować tak jak my!

Patrząc jak to życie leci – tak jak my,

Jak starzeją się wciąż dzieci – tak jak my,

Wniosek się wyciąga prosty – tak jak my,

Trzeba pożyć trochę ostrzej – tak jak my!

Każdy stroi się dla drugich - tak jak my!

Każdy przecież randki lubi – tak jak my!

I by zrobił skoczek w boczek – tak jak my!

Lecz się boi o swój kroczek – tak jak my!

Więc z myślami walczy wielu – tak jak my!

I by chciało dojść do celu – tak jak my!

Lecz decyzję podjąć może - tak jak my!

Wtedy kiedy już nie może – tak jak my!

Kto piosenki sens zrozumiał – tak jak my!

Będzie w życiu więcej umiał – tak jak my!

I odważny, roześmiany – tak jak my!

Zaraz ruszy skocznie w tany – tak jak my!

 

Kochaj mnie    

(To mój przekład z 1980 r. piosenki „Love me”, autor NN)

Kochaj, kochaj mnie mocno!

Kochaj na zawsze mnie!

Nigdy nie pozwól tęsknić!

Słuchaj jak wołam Cię…

Kochaj mnie w dzień i w nocy!

Kochaj i przytul mnie!

Proszę spójrz w moje oczy,

Zobacz jak płoną,

Bo kocham Cię! 3x

  Całuj, całuj mnie mocno!

  Całuj namiętnie mnie!

  Nigdy nie pozwól tęsknić!

Słuchaj jak wołam Cię!

Całuj mnie w dzień i w nocy!

Całuj i przytul mnie!

Proszę spójrz w moje oczy,

Zobacz jak płoną,

Bo kocham Cię! 3x

 

Mieczysławowi Michalskiemu    (z okazji 100 rocznicy urodzin)

Czasem gdy patrzę w minione lata,

Widzę jak szybko przeminął czas!

Nieraz marzyłem, by go zatrzymać,

Lecz on nie słuchał nikogo z nas!

Wtedy myśli me kłębiły się,

Chciałem poznać świat i miłości czar!

Wtedy wokół istniał dla mnie tylko raj,

A dziś mi został wspomnień czar!        Gdańsk 01.07.2008 r.

 

Płynie Wisła jeszcze

(Na melodię: Płynie Wisła płynie)

Płynie Wisła płynie

Z polskich gór do Gdańska. / Bis

A z nią wszystkie ścieki poprzedniego draństwa. / Bis

Polskich rzek królowa

Jak w żałobie płynie. / Bis

Ci co w niej się kąpią brudni są jak świnie. / Bis

Nasmrodzili w kraju

Zdrowo dygnitarze./ Bis

Aż w Zatoce Gdańskiej nam wykręca twarze./ Bis

Narobili brudów

Rzekłbym mocnie gnoju,/ Bis

Że padają śnięte już węgorze w morzu./ Bis

Sopot był kurortem

Głoszą wieść baśniarze. / Bis

Dziś zwiewają z niego nawet i gówniarze. /Bis

Gdynia miała plażę

Z piękną promenadą. / Bis

Lecz dzisiaj nikomu chodzić tam nie radzę. /Bis

Płynie Wisła jeszcze

Ciecze tłustą mazią. / Bis

Lecz z niej wkrótce będzie jedno wielkie szambo!!! / Bis

Płynie Wisła płynie

Pełna też wypaczeń. / Bis

Oczyszczalni „nie ma” za to stoją dacze. / Bis

  Gdynia 31.05.1981 r.

 

Marsz weselny

Dziś wesele huczne jest

Pić i tańczyć będziem tu

………. panem młodym jest

On z …………. bierze ślub.

Dla nich dzisiaj życzeń moc!

Im orkiestra marsza gra.

Podarunków dla nich stos

Ofiarujmy wszyscy wraz!

 

Radujmy z nimi wszyscy się!

Wesoło nam niech płynie czas,

A im niech w życiu wiedzie się

I niechaj żyją sto lat, sto lat.

 

Iloma językami władasz, tyle razy jesteś człowiekiem!

  Johann Wolfgang von Goethe

 

PO NIEMIECKU

Ich sitze einer
(To tłumaczenie mego wierszyka, który pierwotnie napisałem w 1976 r. po rosyjsku „Сижу один”, – tłumaczenie na j. polski” Siedzę sam” na str 7)

Ich sitze einer

Ich sitze ganz allein

Aber meine Gedanken

Sind immer mit Dir!

Ich gebe Dir mein Herz

Und Du Deines

Mache für mich auf!

 

Das Treffen mit dem Denkmal
(To mój przekład mego wiersza pt. „Spotkanie z Pomnikiem” – str 38)
(Unter den Blumen liegt ein schwarzes Kreuz)

Auf dem schwarzweißen Wahrheitsgrunde

Der Trauerschatten.

Polen!

P O L E N!!!

In die Geschichte Deines Herzens

schaue ich hinein

In die gemalte Traümenwelt

Und die Erinnerungen,

Die vergess ich nie...

Ein Morgengeräusch,

Ganz einfaches Straßenpflaster,

An die Arbeit ging geradeaus das 70. Jahr

Und eben hier von Kugeln gefallen ist!

Es streckte die Hand

zu eigenen Brüdern heraus...

Sie fiel nieder mit den letzten Bluttropfen...

Noch heute höre ich,

Wie die Kugeln pfeiffen

Und es sterbend schrie:

WARUM!? Warum? Warum? Wa...rum...  

 

Brennendes Denkmal
(To mój przekład mego wiersza pt. „Płonący Pomnik” – str 39)

Brennendes Denkmal

Wer es sieht,

Vergiß es nie!

Gekreuzigte Anker...

Welchen Inhalt haben sie drin?

Wieviel Tränen der Brüder und Schwester

Fließen noch hier auf die Blumen,

Die stets wachsen werden...

Sie sehen in die Vergangenheit ein,

Emporragegend aus der Meerestiefe

Stillschweigend schreien sie

Schallend wie ein riesengroßes Geläut...

Sie stehen wie verzaubert...

Halten wir ihr Andenken in Ehren!!!

 

Als Sühne
(To mój przekład mego wiersza pt. „Za pokutę”- str 34)
(Für die Schussbefehlsgeber von 1970.)

Ich weiß, du brauchst

Entlastung von deiner Schuld...

Als Sühne

Fahre nach Danzig!

Wenn du dort ankommst

Gehe aus dem Bahnhof heraus,

Dann links siehst du ein Denkmal,

Das an deiner Opfer erinnern soll!

Auf Knien rutschend nähere dich ihm...

Vor den Kreuzen

Wirf dich auf Gesicht

Und bleibe so bis zum Tode!

Veilleicht dann

Verzeihen dir!

 

Die Baüme der Westerplatte – „Drzewa Westerplatte”

(tekst wiersza w j. niem. i wyjaśnienie dlaczego dokonałem przekładu

+ ilustracja na str 80)

 

  Kto nie zna obcego języka,

  ten niewiele wie o własnym!

 

PO ROSYJSKU

 

Сижу один
(Wierszyk ten napisałem w 1975 r. – tłumaczenie „Siedzę sam” znajduje się na str 7)

Сижу один,

Сижу я сам.

Но мысль моя

Всегда с тобой!

Тебе моё 

Я сердце дам,

А ты своё 

Ко мне открой!

 

Переживать счастье
(To mój przekład wiersza w j. niem. „Zufriedenheit”; autor NN - tłumaczenie na j. polski „Przeżywać szczęście” str 21)

Переживать счастье это большая штука

Счастливчика изображать мыльный пузырь

Счастливчиком делаться дело долгое

Но в сяастю жить это сказочная жизнь.

 

Если я через окно смотрю
(Tekst ten napisałem w 1982 r. w języku niem. „Einmal wenn schaue ich” str 103 – tłumaczenie na j. polski „Czasem gdy patrzę” również znajduje się na str 103)

Если я через окно смотрю

Вижу как осень подходйт к нам

Раз непогода, раз светит солнце

А з деревьев листя подают вниз.

Тагда в голове всё кружится

Хочу быть с Тобой,

А Тебя здесь нет!

И я смогбы бежать сквозь ветра

Чтоб быть с Тобой на всегда!

 

Встреча с памятником
(To mój przekład mego wiersza pt. „Spotkanie z Pomnikiem” – str 38)

На чёрно-белом правды фоне

Траурная тень.

Польша!

ПОЛЬША!!!

В историю твоево сердца смотрю

В написан красками мир мечтаний

И воспоминаний, которых я не забуду!

Обыкновенная мостовая Гдынии,

Утренный шум.

На роботу в декабре шёл прямо

Семидесятый год и именно здесь

Упал от ружейных пулей!

Вытянул руку к братьям своим

Опустилась... с нею последние капли крови...

Ещё сегодня слышу, Как пули свистят,

А он умирая кричит

ПОЧЕМУ???

Почему?

По...че...му...?

 

Покаяние
(To mój przekład mego wiersza pt. Za pokutę” – str 34)
(Тем, которые приказали стрелять.)

Я знаю ты хотелбы прощения.

Для покаяния поедь в Гданск.

Как приедёшь, выйдёшь из вокзала

Смотри на Лево...

Увидишь помятник твоих жертв

На коленах иди к нему...

Как подайдёшь упaди ниц

И так остань до твоей смерти,

Может тогда тебя прващут...


 

Kim jest autor tej książki!

 

Franciszek Krzysiak

Urodził się 17.02.1941 roku w Kurowie woj. Lubelskie, ojciec zmarł mu w 1950 roku, a 2 lata później jego siostra. Po wojnie zamieszkiwał na Pomorzu w Czarnem pow. Człuchów i w wieku 6 lat zaczął chodzić do Publicznej Szkoły Podstawowej. Wychowywany w domu bardzo religijnie i antysowiecko, (pamięta, że jak było referendum, wybory, to policja dzień przedtem „zabierała tatę do paki, a dzień po wyborach go wypuszczano”). Następnie od 1955 roku uczył się w NSD (Niższe Seminarium Duchowne) było to, mówiąc dzisiejszym językiem, liceum wyznaniowe z internatem pod egidą księży – o wysokim poziomie nauczanie z rozszerzonym programem o historię kościoła, liturgikę kościelną języki obce łacinę, grekę i francuski, oczywiście z zasadnym i zrozumiałym negatywnym stosunkiem do promoskiewskiej władzy w Polsce.

Średnią szkołę, Państwowe Liceum Pedagogiczne, skończył w Szczecinku zdobywając zawód nauczyciela wychowania fizycznego. Następnie kształci się w Studium Nauczycielskim w Słupsku na Wydziale Muzyki i Śpiewu. Po roku przerwał naukę z uwagi na potrzebę pomocy chorej matce i rozpoczął pracę jako nauczyciel w Szkole Podstawowej dla Pracujących przy Ośrodku Pracy Więźniów w Czarnem, gdzie prowadził pierwsze obserwacji z „bezprawia” w Polsce. W 1962 roku urlopowany do pracy w młodzieżówce był I sekretarzem KP ZMS w Człuchowie. W tym czasie ukończył roczne Studium Religioznawcze w Koszalinie. W 1964 roku wycofał się z tej pracy - nie odpowiadało mu jej ideologizowanie i przeszedł do Służby Więziennej, gdzie został od razu skierowany na dwuletnią szkołę kadry kierowniczej tzn. Starszych Funkcjonariuszy. Studiował na wydziale historyczno-socjologicznym na WSNS w Warszawie specjalizując się w socjologii religii, a potem na UW ukończył politologię. Jego pasje to języki obce, turystyka, muzyka, humor, a główną to nauka, dlatego bardzo aktywnie działał w Koszalińskim Ośrodku Badań Naukowych i w Komisji Historycznej Gdańskiego Towarzystwa Naukowego wygłaszając szereg wykładów, publikując szereg naukowych artykułów i książkę „Kompromitacja … Gdańska i … Ministra kultury” (udokumentował w niej skandaliczną restaurację Bramy Długoulicznej bezzasadnie przemianowanej na Złotą!).

Już w szkole średniej grał w Słupsku w orkiestrze dętej, a w Szczecinku w orkiestrze mandolinistów, chętnie brał udział w różnych imprezach prowadząc je lub grając jako muzyk. Jego pierwsze wiersze i kompozycje były nagrodzone w Studium Nauczycielskim w 1961 roku. Założył dwa kluby młodzieżowe: „Uśmiech” w Czarnem i „Radość” w Człuchowie – bardzo lubiany przez młodzież z racji jego muzyczno-artystycznych i sportowych zainteresowań. Pracując w Czarnem prowadził 50 – osobowy zespół artystyczny, podobnie będąc w wojsku prowadził zespół artystyczny, w którym wykonywano m.in. jego utwory.

W dniu 25.06.1979 r. mimo wygrania konkursu na stanowisko starszego asystenta w Zakładzie Filozofii Katedry Nauk Społecznych WSMW w Gdyni został zmuszony do pracy jako starszy instruktor propagandy i agitacji, której nienawidził. Jego przełożony oświadczył mu, że albo będzie pracował na tym stanowisku, albo go wykończy. Po krótkim czasie, bo już w listopadzie 1979 rozkazał wysłać go na oddział psychiatryczny, aby usunąć z wojska. Nigdy nie chorował i nie leczył się u psychiatry. Komisja lekarska na rozkaz 2-krotnie niesłusznie orzekła „neurastenię”, a za 3 razem w dniu 24 grudnia 1980 dopisała jeszcze „psychopatię histeroidaną”, co pozwalało już 4.02.1981 roku i w wieku 40 lat usunąć go z zawodowej służby wojskowej.

Do tego czasu konsekwentnie domagał się etatu wykładowcy, krytykował na naradach służbowych brak demokracji, zakłamanie partyjne, wnioskował odkłamanie historii Polski, wyjaśnienie mordu Katyńskiego, popierał ruch Sierpnia - 80 i publikował swoje artykuły i wiersze w biuletynach Solidarności. Przed stanem wojennym w Stoczni „Nauta” w Gdyni opublikowano (1000 egz.) zbiorek jego wierszy pt „Grudzień 1970-1980”.

Od decyzji zwolnienia z wojska się nie odwoływał, bo już się przekonał kiedyś w wojsku „na własnej skórze”, że z przełożonymi w wojsku nigdy się nie wygra.

W obecności kilku tysięcy stoczniowców w Gdańsku 9.4.1981 roku na spotkaniu z I Sekretarzem KC PZPR, Stanisławem Kanią, miał 12 minutowe wystąpienie, w czasie którego skrytykował pracę partyjno-polityczną w wojsku podkreślając zupełny brak „odnowy”, a wprost przeciwnie coraz ostrzejszą indoktrynacją, przedstawił też represje w stosunku do niego i oświadczył m.in., że zgadza się na zbadanie go przez międzynarodową komisję lekarską, czy jest psychopatą, czy nie? Niestety nikogo to nie interesowało, ani Kanii, ani obecnych przedstawicieli dowództwa marynarki wojennej (adm. L. Janczyszyna i jego z-cy kadm. L. Dutkiewicza), a lekarze w Polsce bali się nawet z nim na ten temat rozmawiać, a tym bardziej go zbadać, świadomi konsekwencji w przypadku wydania orzeczenia zaprzeczającego uprzednio wydanym wojskowym diagnozom.

Po zwolnieniu z wojska otrzymał pracę w szkolnictwie w charakterze nauczyciela języka polskiego i wychowania obywatelskiego i z młodzieżą przygotowywał program artystyczny, składający się z jego wierszy na występy w zakładach pracy, ale z chwilą ogłoszenia stanu wojennego natychmiast zwolniono go z pracy. Jeszcze raz dostał pracę w Pałacu Młodzieży w Gdyni w charakterze instruktora języka niemieckiego, ale na polecenie komisarza wojskowego kmdr ppor. Przybylskiego z WSMW w Gdyni, został z niej zwolniony. Mimo pism do kuratorium oświaty i komisji odwoławczej oraz poręczeń nauczycieli i uczniów decyzji nie zmieniono, a potem umieszczono go na „czarnej liście” i nigdzie już pracy nie otrzymał.

Choć nigdy nie leczył się psychiatrycznie, to jeszcze po zwolnieniu go z wojska przez 13 lat wzywano go czterokrotnie na komisję lekarską w latach: 1985, 1988, 1990, 1993 przepisując orzeczenie z 24 XII.1980 roku.

W okresie od 19.01. do 20.02.2009 roku przebywał na Oddziale Dziennym Kliniki Chorób Psychicznych i Zaburzeń Nerwicowych Szpitala Akademii Medycznej w Gdańsku celem weryfikacji wcześniej postawionych diagnoz. W trakcie badania nie stwierdzono istnienia chorób z wcześniej postawionych rozpoznań.

Franciszek Krzysiak nie splamił munduru oficera-Polaka! Wprost przeciwnie swoją działalnością jak mógł zagrzewał innych do tej walki! Nic zatem dziwnego, że w swoich wierszach poświęcił niemało miejsca problematyce społeczno-politycznej.

W jego twórczości widać jego pasje, miłość do przyrody, życzliwy stosunek do innych szczególnie krzywdzonych ludzi, walkę z bezprawiem i arogancją władzy, piosenki i humor.

 

Zgodnie z przysłowiem czyli mądrością narodu „jeszcze się taki nie narodził, żeby wszystkim dogodził”, ale wierzymy, że wiele osób znajdzie w tej książce coś, co się im spodoba!

 

                                                           Wydawca.

 

 


Spis Treści

 

LIRYKA

Leśny koncert                                                 5

Siedzę jeden                                                    6

Wiatr Ty i ja                                                   6

Leśny spacer                                                   7

Spotkanie z zającami                                      7

Telepatia miłości                                             8

Powitanie w Słubicach                                    8

Tyś…                                                               9

Znalazłem                                                      10

Siedzieli i pili przy stole                                 10

Ciemne szczyty                                              11

Słońce                                                            11

Bawmy się                                                     12

Czym?                                                           12

Rozmowa z Wiatrem                                    13

Lubię                                                             13

O mojej obecnej pracy                                  13

Kocham Cię                                                  14

Wiersz!?                                                        14

Spojrzenie w przyszłość                                15

Zakochany człek                                           15

Gdy odejdzie miłość                                      16

Jesień                                                            16

Sam                                                               17

Chwila marzeń                                              17

Jesienny liść z drzewa spadł,                        17

Jesienny wiatr                                               18

Szkoda…                                                       18

Enigmatyczna okazja!                                   18

Warszawska refleksja                                  18

 

JAK ŻYĆ? SENS ŻYCIA…

ABC życia - nie tylko - starszych.                 20

Przeżywać szczęście                                      21

Uśmiechnij się!                                              21

Dobra rada                                                    21

Dzisiaj…                                                        22

Bardzo szanuj Twój każdy DZIEŃ              22

Spójrz na swoją przyszłość pozytywniej!      23

Człowieku                                                     23

Ostatnie słowo!                                             23

Wiosna, lato, jesień, zima życia…                24

Przebieg życia.                                              24

Palacze.                                                         25

Ja bardzo chętnie palę                                  25

Refleksja o starości                                      26

Zapamiętaj to siwy ojcze…                          26

 

Morze i Marynarka Wojenna

Banderze oddaj cześć!                                  27

Polskim marynarzom                                    27

Zapamiętaj to na zawsze!                             28

Skłócone morze                                             29

Alarm na Komodorze                                    29

Henrykowi Jaskule                                       31

Nie płacz morze                                             32

 

ZAANGAŻOWANE SPOŁECZNO-POLITYCZNIE

Wstęp                                                            33

Czekaliśmy…                                                33

MORDERCOM                                            34

Za pokutę                                                      34

Nie urodzone dziecię                                     35

Żądaj prawdy i zapłaty…                             35

Rzekł Wałęsa                                                35

Twórcom pomnika                                        36

Gdybym tak mógł                                          36

Przyjdź pomniku                                           37

SPOTKANIE Z  POMNIKIEM                   38

PŁONĄCY POMNIK                                   39

Kocham to miasto                                         39

REFLEKSJE PRZY GDYŃSKIM POMNIKU         40

Wam stoczniowcom                                      40

Modlitwa niewierzącego                               40

Sny                                                                 41

Bądźcie Polakami!!!                                      41

1 maj 1981                                                    42

Żołnierzu - przeczytaj i pokaż kolegom!       42

Quo vadis historio?                                       43

To było w grudniu!                                        44

Za godzinę                                                     45

…W dzwon sumienia!                                   45

Pociąg                                                           47

Pies szczeka, a karawana jedzie dalej         48

Sam o sobie                                                   48

Wariackie papiery                                        49

Symbioza                                                       49

Rozwój kultury                                             49

Czekanie                                                       50

„Kto?” i „Ten!”                                            50

Pod Olimpem                                                51

Dajcie człowieka….                                      51

Znów stoi krzyż!                                            52

Hasła i …                                                      53

Ewie                                                              53

C’ est la vie!…                                               54

Komu… komu?                                             54

Złodziejskie refleksje                                    55

Byleś… nie obraził…                                    55

Niestety!!!                                                      56

Janowi Rulewskiemu, Marianowi Łabentowiczowi, Michałowi Bartoszcze  57

Profesorowi Henrykowi Jabłońskiemu        57

Podchorążym Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni     58

Zjazdy                                                            58

Czarne złoto                                                  58

Niewinny liść                                                 59

Osłodzić                                                         59

Demokracja na…                                         60

Demokracja                                                  60

Pierwszy obywatel                                        61

Czy Jaruzelski…?…?                                   62

Anonimowemu redaktorowi                         62

Aktorom… scen                                            63

Strajk ostrzegawczy                                     63

Legalne bezprawie w RP                 65

 

Druga Wojna Światowa                  70

Żołnierzom Westerplatte.                             70

S.O.S.                                                            71

Na wachcie Polski                                        72

Obrońcom Poczty Polskiej w Gdańsku        74

Byłem w lesie katyńskim               75

Die Baüme der Westerplatte                        80

„Dziecięce buciki”                                        81

Trzydzieści pięć lat po wojnie                       82

Zapomnij o wojnie                                        82

Ja byłem wtedy mały                                     83

Wrześniowa refleksja                                   84

 

NA WESOŁO

Sztuka dla sztuki                                           86

Mów śmiało                                                   87

Nigdy o rozwodzie                                         87

O malowaniu                                                 88

Prostak i pisarz                                             88

Sanatorium                                                    88

Strach ma wielkie oczy                                 89

Był maj…                                                      89

Zbyt krótko się znamy                                  89

Pies i tata                                                      90

Uśmiechnij się                                               90

Uśmiechnij się, to przecież nie kosztuje       91

…W przyszłości                                            91

Wizyta i wizytacja                                         91

Wyrozumiałość                                             92

Cie choroba                                                   92

Ochrona środowiska                                    92

 

W  WOJSKU

Maminsynek                                                  94

Właśnie dlatego…                                         94

Pułkownik…                                                 95

Szeregowiec i major                                     95

Tata                                                               95

Sprzedawca owoców                                    96

Ordery                                                           96

Czczcztery                                                     96

A oni…                                                          97

 

TEKSTY PIOSENEK

W wielkim mieście                                        98

Dziadziusiowa bajka                                     98

Ole! Ole! Ole!                                                99

Uśmiechnij się! Z uśmiechem Ci do twarzy! 100

A ja pragnę Ciebie miła.                             100

Kaszubska pieśń Bożenarodzeniowa          101

Kiedy ucicha wiatr…                                  102

Powiedz Wietrze mi                                    103

Symfonia Miłości                                        103

Każdy, kto kochał…                                   104

Einmal wenn schaue ich                             104

Czasem gdy patrzę                                      104

Gdybym Kochanie mógł                              104

Jeśliś sama jest…                                       105

Przez szare miasto…                                  105

Ty jesteś Skarbem mym                             105

Śpiewaj proszę                                            106

Dzisiaj moje życie                                       106

Luli synku                                                    107

Cisza                                                            108

To mój mały świat                                      108

Kto się bawi                                                109

Kochaj mnie                                                109

Mieczysławowi Michalskiemu                    110

Płynie Wisła jeszcze                                    110

Marsz weselny                                            110

 

PO NIEMIECKU

Ich sitze einer                                              112

Das Treffen mit dem Denkmal                   112

Brennendes Denkmal                                  113

Als Sühne                                                    113

 

PO ROSYJSKU

Сижу один                                                  114

Переживать счастье                                 114

Если я через окно смотрю                       114

Встреча с памятником                             115

Покаяние                                                   115

 

Kim jest autor tej książki!                        117

 

 

     ---- Strona optymalizowana pod przeglądarkę SIE 6.0+ ----

 



[1][1]        Dot. „Sądu Ostatecznego” namalowanego przez Hansa Memlinga.

 

[2][2]        Chwytaj dzień

 

[3][3]        Południowo-zachodni

 

[4][4] Zmotoryzowany Oddział MO

[5][5] Urząd Bezpieczeństwa

[6][7]        krajach

 

[7][8]        Wojewódzki Konserwator Zabytków

 

[8][9]        Stowarzyszenie Architektów Polskich

 

[9][10]      
Kompromitacja… Gdańska i… ministra kultury! (w aplikacji „dodatkowe”
w „www.drhumor.gdansk.pl”)

 

[10][11]     Bóg z nami

 

[11][12]     Lotnictwo wojkowe III Rzeszy

 

[12][13]     Marynarka wojenna III Rzeszy

 

[13][14]     Dowódca Obrony Wybrzeża w kampanii wrześniowej 1939

 

[14][15]     Porządek

 

[15][16]     Były doradca Prezydenta USA ds. bezpieczeństwa

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[16][17]     Młodzieżowe biuro turystyczne.

 

[17][18]     Były premier PRL

 

[18][19]     Satyryk